Uścisnęłam ją, a Marco ją "przeciął".
- Dziewczyny wychodzimy - pstryknęłam w palce jak liderka cheerleaderek i wyszłyśmy.
- Rozniesiemy ich spokojnie - parsknęła śmiechem Jula.
- Ja to wiem, ale Mats nie. Pokażemy mu - przybiłam im piątki i każda udała się do swojego pokoju.
(...)
O 9:00 mieliśmy zbiórkę więc spakowałam rzeczy i włączyłam laptopa. Wyświetlił mi się artykuł. "MARCO REUS I JEGO DZIEWCZYNA". Postanowiłam poczytać co ciekawego o mnie napisali.
"Dziewczyna gwiazdy Borussii Dormund, młoda wschodząca gwiazda tego oto klubu Lena Wolfinger urządziła dla Marco imprezę na podprawę humoru, który pogorszył mu się z powodu kontuzji. Kilka dni przed tym Marco jej się oświadczył przed lotniskiem. Młodzi narzeczeni na razie nie planują ślubu, ale to pewnie kwestia czasu. Życzymy szczęścia" i do tego były nasze zdjęcia. Włączyłam piosenkę Justin Biebera i zaczęłam tańczyć.
- Lena co się tu dzieje? - wbiegła Zuza do pokoju i się do mnie przyłączyła.
Dołączyła do nas jeszcze Julka, bo Maja podobno pojechała gdzieś z Mario. Porobiłyśmy głupie zdjęcia. Około 8:50 dziewczyny poszły się spakować, a ja wzięłam swoje rzeczy i udałam się do holu.
- Kogo moje piękne oczy tu widzą - zaśmiałam się na widok trenera.
- Lena dobrze że jesteś. Wyrzuciliśmy Amandę pamiętasz? - zapytał.
Na sam dźwięk tego imienia wzdrygnęłam się.
- Pamiętam - powiedziałam z mniejszą pewnością w głosie.
- Przedstawiam ci naszą nową zawodniczkę Roksanę - dziewczyna wyszła zza jego pleców.
- To wielkie wyróżnienie cię poznać. Roksana, dla przyjaciół Burza - uśmiechnęła się brunetka.
- Bardzo mi miło, jestem Lena - podałam jej dłoń.
- To wy się tu lepiej poznajcie i pogadajcie, ja idę do siebie jakbyś Roksana coś chciała niech ci Lena powie gdzie mam pokój - uśmiechnął się i wszedł do windy.
- Dlaczego akurat chcesz u nas grać? Potrzebujemy dobrych zawodniczek jeśli chcemy wejść do pierwszej ligi - zwróciłam się do niej.
- Obiecuję że was nie zawiodę. Będę robić co w mojej mocy żeby wygrywać dla dobra drużyny. Dlaczego Dortmund? Od dziecka jestem fanką tego zespołu. Jak się dowiedziałam że stworzyli drużynę damską chciałam iść na trening, ale byłam wtedy w Polsce u rodziny - odparła.
- POLKA?! - powiedziałam do niej po polsku.
- Ty też? - zdziwiła się.
- Już wiem że się dogadamy - zaśmiałam się i objęłam ją ramieniem.
Gdy już wszyscy zeszli na dół każdy się zastanawiał co to za dziewczyna z którą rozmawiam.
- Przedstawiam wam Roksanę naszą nową zawodniczkę - wskazałam na nią ręką gdy trener zszedł.
Pierwszy podbiegł Marco i jej się przedstawił.
- Eee ty Reus nie zapędzaj się okej? Przypominam że masz narzeczoną - pomachałam mu dłonią z pierścionkiem przed twarzą.
- Lenka masz konkurencję - zaśmiał się Mats.
- Zamknij się Hummels! - warknęłam.
- Groźnie - znowu się zaśmiał.
- Zobaczymy kto tu będzie groźny jak dostaniecie w dupę na treningu - Roksana stanęła w mojej obronie na co przybiłam z nią "żółwika".
Polubiłam tą dziewczynę.
- Ostra laska. Lubię takie - poruszył znacząco brwiami kapitan.
- Hej Cathy, bo Mats tu wyrywa moje koleżanki z drużyny - przyłożyłam telefon do ucha i udawałam że rozmawiam z panią Hummels.
- Jesteś okropna! - krzyknął w moją stronę.
- Dopiero mogę być - posłałam mu buziaka.
- Dobra dzieciarnia do autokaru - krzyknął trener, który przyglądał się całej sytuacji z boku.
- Tak jest sir - zasalutowałam.
- Ty Lena nie zadzieraj z trenerem, bo cię od składu odstawi, a to by była tragedia - dodał ironicznie Mats i zaczął się śmiać.
- Żebym ja zaraz ciebie nie odstawił - odezwał się stojący za nim Jurgen i wszyscy zaczęli się śmiać, a Mats szybko udał się do autokaru.
Pojechaliśmy tam gdzie zawsze, ćwiczenia też takie same. Rutyna. Dopiero gdy przyszedł czas na mecz każdy się ożywił. Podeszliśmy do Kloppa i podaliśmy sobie z Matsem ręce.
- Połamania nóg życzę - uśmiechnęłam się najpiękniej jak potrafiłam.
- Wzajemnie - odwzajemnił "uśmiech".
- Spięcie przedmeczowe - krzyknęła Julia z bramki.
- Makowska siedź cicho - wrzasnął w jej stronę Hummi.
- Po nazwisku to po pysku Hummels - obroniłam przyjaciółkę.
Zaczęliśmy "grę". Jak na meczyk treningowy było dużo fauli i spięć. Najwięcej między mną, a właśnie kapitanem chłopców.
- Pojebało cię do reszty?! - wrzasnęłam na niego gdy Roksana leżała na murawie zwijając się z bólu.
- Taki jest futbol, delikatne dziewczynki nie powinny w niego grać - fuknął.
- Przyjebani i bezuczuciowi chłopcy też nie - dodałam.
Było to blisko ich pola karnego. Ustawiłam sobie piłkę. Popatrzyłam na Marco, który uśmiechnął się gdy nasze oczy się spotkały. Zamknęłam je. Wybrałam punkt.
- Hummels skrzywdził twoje koleżanki? Pokaż mu że sam jest delikatną dziewczynką - pomyślałam i podstępnie się uśmiechnęłam.
Piłka wpadła tam gdzie chciałam a Roman miał problem żeby ją złapać dlatego po tym strzale wynik meczu zmienił się z 0:0 na 1:0 dla nas. Posłałam Matsowi złowrogie spojrzenie i pokazałam "faka". Rozpoczęli od środka. Przy piłce był właśnie kapitan chłopców. Odegrał do Marco, a Reus z powrotem do niego, ale źle mój narzeczony ustawił stopę i piłka poszybowała w górę. Postanowiłam że ją wezmę. Nie miałam szans z Matsem, bo był dużo wyższy, ale zaryzykowałam piłka leciała już nisko. Wystawiłam nogę i zaraz na coś trafiłam. Tym "czymś" był brzuch Hummiego, który opadł na ziemię i zaczął zwijać się z bólu podobnie jak Burza wcześniej. Mnie zaczęła boleć noga, ale zaraz przeszło.
- Delikatni chłopcy nie grają w piłkę - wywróciłam oczami i odeszłam.
- Lenka dlaczego mu to zrobiłaś? Wiem że macie zatargi, ale mogło mu się coś stać - podbiegł do mnie Reus.
- To nie było specjalnie. Walka o piłkę, tyle - odwróciłam się tyłem do niego i poszłam do dziewczyn.
- Dobra koniec na dzisiaj dziewczyny, do szatni! - krzyknął trener Sammer, a ja wzruszyłam ramionami i udałam się do szatni.
- Mówiłam że ich rozniesiemy - wywróciłam oczami.
- A o co się założyliście? - zapytała Zuza.
- W sumie to o nic chyba, bierzmy pod uwagę że Majki z nami nie było - wyszczerzyłam się.
Szybko się umyłam i ubrałam. Wyszłam na murawę jeszcze raz. Nikogo tu nie było. Usiadłam na niej.
- Jaka szkoda że tata nie może być tu ze mną - powiedziałam do siebie.
- Ale ja tu jestem - usłyszałam za sobą, wzdrygnęłam się i momentalnie się odwróciłam.
- Nie strasz mnie tak - powiedziałam do osoby która zakłóciła moją prywatność i usiadła koło mnie.
- Twój tata jeszcze zdąży zobaczyć jak zjawiskowo grasz - pokazał mi swoje bialutkie zęby.
- Oby - delikatnie się uśmiechnęłam i znów patrzyłam przed siebie.
- Chodź, bo jedziemy do hotelu i dzisiaj już nie mamy treningu - wstał i podał mi rękę.
Złapałam ją i się podniosłam. Gdy tylko dojechaliśmy do hotelu poszłam spać i spałam do rana. Bardzo szybko minęły ostatnie dni obozu. Przez dwa dni zamiast mieć po południu trening jeździliśmy na rowerach o mieście. W ostatni dzień udaliśmy się na imprezę, która minęła spokojniej niż ta dla Marco. Wyjechaliśmy o 15:00. Większość drogi przespałam. Przez ostatnie dni nie rozmawiałam dużo z nikim. Dużo spałam i zbierałam siły na rozpoczynający się sezon. Zagraliśmy jeszcze 2 sparingi, które wygrałyśmy i w Dortmundzie czekał nas jeszcze jeden z dziewczynami z Monachium. Byliśmy już prawie w Dortmundzie gdy Marco mnie obudził.
- Jeszcze nie dojechaliśmy dlaczego więc mnie budzisz? - powiedziałam zaspana patrząc przez okno.
- Chciałbym porozmawiać - powiedział zmieszany.
- Coś się stało kochanie? - tego ostatniego słowa nie mówiłam ostatnio w ogóle więc użycie go spowodowało uśmiech i zdziwienie na twarzy Marco.
- Wydaje mi się że oddaliliśmy się od siebie. Rozumiem że zaczyna ci się sezon i chcesz się na nim skupić, ale ja też mam sezon, a każdą wolną chwilę chcę spędzić z tobą, a nie spać - spuścił wzrok na swoje kolana.
- Marco. Wiesz że cię kocham, ja po prostu tak się przygotowuje do sezonu. W Warcie było to samo. Przepraszam - powiedziałam i wtuliłam się w niego.
Było mi przykro że zaniedbałam swojego chłopaka.
- Nic si..... - zaczął, ale przerwał mu dźwięk mojego telefonu.
- Przepraszam - powiedziałam i odebrałam telefon nie patrząc na to kto dzwonił.
- Witaj Leno! Mam nadzieję że pamiętasz o naszym spotkaniu jutro pod starbucksem o 13 - powiedział głos po drugiej stronie.
Przestraszyłam się. Marco to wyczuł, bo przybliżył się i złapał mnie za rękę.
- Zapomniałam - odrzekłam przerażona zgodnie z prawdą.
- Nic nie szkodzi. Dlaczego dzwonię. Mam dla pani jeszcze lepsze zdjęcia z waszego obozu, jeszcze z inną dziewczyną - zaśmiał się.
- Ale on w każdej wolnej chwili był ze mną. Nie mógł mnie tam zdradzić. Oszukuje mnie pan. Był pan tam?! - podniosłam głos delikatnie, ale zaraz znów go obniżyłam.
- Byłem i widziałem więcej niż ty księżniczko. Do zobaczeniu jutro - zaśmiał się i rozłączył.
Włożyłam telefon do kieszeni i opadłam głowę na ramieniu Reus'a. Widział że coś jest nie tak, ale wiedział że jak zapyta to się zdenerwuje. Znał mnie tak dobrze. Przytulił mnie tylko do siebie i w tym momencie znaleźliśmy się w naszym mieście. Jutro sparing z Bayernem. Bałam się trochę, ale byłam dobrej myśli, bo jesteśmy w dobrej dyspozycji. Na parkingu pod SIP zgromadziło się dużo kibiców. Miał po nas przyjechać tata, ale Zuzia powiedziała że dzwonił do niej że nie da rady się z pracy urwać więc chyba weźmiemy taksówkę.
- LENA WOLFINGER!! - zaklaskali kibice gdy tylko wyszłam z autokaru.
Stanęłam przed nimi i się ukłoniłam. Zobaczyłam dziewczynę która trzymała duży plakat z moimi zdjęciami, z Dawidem, z Marco, z dziewczynami albo po prostu samej mnie. Podeszłam do niej.
- To jest piękne. Sama robiłaś ? - wzięłam od niej plakat i już chciałam podpisać, ale mi go "wyrwała".
Popatrzyłam się na nią dziwnie.
- Przepraszam po prostu ten plakat nie jest do podpisania tylko on jest dla ciebie - podała mi go z powrotem.
- Dziękuję - wzięłam od niej duży kawałek papieru i ją przytuliłam.
- Mogłabyś potrzymać jeszcze? - poprosiłam ją, a ona skinęła głową.
Wyciągnęłam telefon i zrobiłam zdjęcie na snapchat'a.
- Jeszcze raz dziękuję - powiedziałam i poszłam po swoją walizkę.
- Lena! - krzyknął w moją stronę Marco, który stał z jakimś chłopakiem i pokazał ruchem ręki żebym przyszła.
Na oko był w wieku Marco.
- Co jest? - podeszłam i grzecznie przywitałam się z chłopakiem obok.
- To jest mój kolega Anze, który jest policjantem. Zajmie się jutrzejszą sprawą - przedstawił mi go, a ja wyciągnęłam rękę i skinęłam głową na co on się uśmiechnął.
- Najważniejsze dla nas jest żeby nic się pani nie stało - odezwał się po chwili.
- Mów mi Lena, w końcu mam dopiero 18 lat - delikatnie się uśmiechnęłam.
- Dobrze, więc o 12:50 przyjadę po was. Znaczy ja wezmę Marco, a ty pojedziesz samochodem na miejsce. My staniemy gdzieś tak żeby nikt nas nie widział, ale żebyśmy my widzieli dobrze was. O nic się nie martw zamontujemy ci też posłuch, a jeśli będzie ci groziło jakieś niebezpieczeństwo to od razu wkroczymy do akcji. Nie będziemy sami, bo z nami przyjedzie jeszcze 10 moich kolegów - dodał.
- Dziękuję panu bardzo, a teraz mogę iść do domu? Jakoś źle się poczułam - zaczęło mi się kręcić w głowie.
- Oczywiście. Proszę odpoczywać i o nic się nie martwić nie skromnie mówiąc jestem jednym z najlepszych detektywów w Niemczech na czym Marco już się przekonał - poklepał mojego narzeczonego po plecach, a ten spuścił wzrok.
- O czym pan mówi? - uniosłam brwi.
- Marco był prawie pewny że Caro go zdradza więc poprosił mnie o pomoc, później jeszcze przy znalezieniu ciebie po twoim wyjeździe z obozu - zaśmiał się.
- Martwiłem się, a do tego chciałem żeby plan z oświadczynami wypalił. Przepraszam - głos mu się łamał.
- Marco, ale ja nie jestem zła. To kochane - przytuliłam go.
- To ja będę leciał. Do zobaczenia jutro - pomachał nam i odszedł.
- Jedziemy do mnie? - spytał Reus.
- Możemy, ale ktoś musi zawieść Maję i Zuzę - popatrzyłam na dziewczyny, które rozmawiały z Erikiem.
Podeszliśmy do nich.
- Dziewczyny jedziemy? Marco was zawiezie, a ja pojadę do niego, bo jutro mam to ważne spotkanie - oznajmiłam zmieszana.
- Wiesz co Lena. Spodziewaliśmy się tego więc ja wezmę Zuzię do siebie, a Majka przenocuje się u Julki. Nie denerwuj się niczym i nie martw się jutrem, a ty Marco zrób jej jakiś masaż, bo strasznie spięta jest - zaśmiał się Erik.
- Ale na pewno? Nie będzie to problem? Bo jak będzie to pojadę z wami do domu. Nie chcę wam robić problemów dzisiaj - odrzekłam.
- Lena uspokój się. Denerwujesz się jutrem tak samo jak my, a do tego masz to spotkanie. Mi dobrze zrobi nocka u Julki, a Zuzi noc u Erika, a tobie najlepiej noc z Marco - złapała mnie za ramiona i poruszyła znacząco brwiami Majka.
- Noc U Marco - podkreśliłam literę.
- Jak kto woli - zaśmiała się Julka.
- Dobra to do jutra - pocałowałam każdą w policzek i pomachałam Erikowi.
- Daj jutro znać jak po spotkaniu - krzyknęła jeszcze moja siostra w naszą stronę.
- Oczywiście - odpowiedziałam na odchodne.
- Jedziemy coś zjeść i na zakupy, bo w domu nie ma nic jak zawsze po dłuższych wyjazdach - powiedział mój narzeczony gdy już zapakowaliśmy walizki do bagażnika.
Pojechaliśmy do naszej ulubionej restauracji w Dortmundzie, a po kolacji do jakiegoś sklepu na zakupy. Gdy dojechaliśmy do domu Marco była godzina 23. Marco udał się do kuchni zanieść zakupy i wypakować rzeczy które nie mogą stać długo w siatce, a ja poszłam do góry i od razu udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam na siebie samą bieliznę. Wyszłam jak najciszej do pokoju, a on stał tyłem w samych bokserkach. Pobiegłam do niego i wskoczyłam mu na plecy.
- Czy mi się zdaje czy jesteś w samej bieliźnie? - zaśmiał się i przejechał ręką po mojej nodze.
- Jestem, ale na nic nie licz - ugryzłam go w ucho.
- Nie prowokuj mnie kochanie - szybkim ruchem odwrócił mnie tak że dalej miałam nogi obwiązane wokół jego pasa, ale byłam przodem do niego.
- Widzę że w takim przerzucaniu jesteś doświadczony - zaśmiałam się.
- Jesteś taka seksowna - wbił się w moje usta.
- Marco... Proszę...Nie... Dzisiaj - mówiłam między pocałunkami.
- Ale dlaczego? - zrobił oczy jak kot z Shreka.
- Bo mam okres pajacu - zeskoczyłam z niego.
- No kurwa. Akurat dzisiaj? - złapał się za głowę.
- Tak dzisiaj - zaśmiałam się widząc że ta informacja go dobiła.
- Ale nie masz podpaski - popatrzył na mnie dziwnie.
- Jaki obeznany hoho. Ale mam tampon - zaśmiałam się i rzuciłam na łóżko, a on zaraz do mnie dołączył.
- Nie zamierzasz się ubrać? - popatrzyłam na niego kątem oka.
- Powiedziała ta która jest ubrana - pokręcił głową i przytulił się do poduszki.
- Teraz poduszka jest na pierwszym planie, a ja już zeszłam na drugi? - udałam zazdrosną.
Podniósł delikatnie głowę i popatrzył na mnie, ale zaraz znów ją opuścił. Ja miałam siłę, bo spałam w trakcie podróży. Pewnie on też, ale ja przespałam całą podróż, a on może godzinę, dwie. Zaraz znowu popatrzył na mnie. Leżałam ze smutną miną, a on delikatnie się uśmiechnął.
- No chodź tutaj do mnie - przyciągnął mnie do siebie.
Kochałam być w jego ramionach były takie silne, a do tego był taki ciepły. Przykrył nas kołdrą.
- Dobranoc skarbie - szepnął mi do ucha i pocałował w policzek.
- Dobranoc - tylko wypowiedziałam te słowa i odpłynęłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Jaki krótki ten rozdział, ale lubię go strasznie, miałam jakąś wenę. Powiedzcie mi co chcecie żebym dodała do swoich rozdziałów, więcej szczegółów, akcji czy czego? Ten rozdział dedykuje mojej przyjaciółce która ma na imię Roksana, a przezywam ją burza (długa historia haha). Miłego czytania mordki:*
Buziaczki :*
Rozdział jak zawsze super, według mnie dobrze jest tak jak jest. Czekam na kolejny
OdpowiedzUsuńMiło mi to słyszeć, może być nawet w tym tygodnie :*
Usuńfaniborussii.blogspot.com zapraszam
OdpowiedzUsuń