Gdzie mieszkam. Skąd jestem. Jak się poznaliśmy. Ile jesteśmy razem i inne podstawowe pytania. Nagle zwróciła się do mnie mama Reus'a.
- Dlaczego nie ubrałaś się elegancko tylko na luzie ? Nie zależało ci na dobrym wrażeniu - popatrzyła się na mnie, a ja zaczęłam płakać i wyszłam z domu. Jak najszybciej. Nie dano mi wyjść, bo jak się później okazało mój chłopak zamknął mi bramę.
(...)
Usiadłam na podjeździe i zaczęłam płakać. Nagle ktoś kucnął koło mnie. Podniosłam głowę i zobaczyłam mamę Niemca.
- Kochanie nie płacz. Źle to zabrzmiało, ale nie to miałam na myśli. Jak przychodziła Caroline zawsze kazała mojemu synowi ubierać garnitur, a sama była ubrana elegancko. Za to jej nienawidziliśmy. Rozkazywała naszemu synowi. Przy tobie ubiera się jak chce, a ty sama się ubierasz schludnie, ale na luzie. Wyglądasz ślicznie, a teraz wracaj do nas - podała mi rękę.
Otarłam łzy i podałam jej dłoń. Cieszyłam się, bo chyba mnie polubili, ale nawet nie chodzi o to najważniejsze że mam przy sobie Marco. Wróciłyśmy do salonu. Wszyscy patrzyli na nas z podziwem jak weszłyśmy uśmiechnięte i pogrążone w rozmowie. Usiadłam tam gdzie wcześniej. Czyli koło Marco, a ten od raz się do mnie przytulił.
- Cocia Lena - krzyknął mały Nico, który własnie przyszedł do salonu z piłką.
Usiadł mi na kolanach i się nią bawił.
- Pasuje ci dziecko - szepnął mi do ucha Reus.
Uśmiechnęłam się tylko.
- Cocia Lena zagla ze mną i ujkiem Malco w piłke ? - zapytał mały, a ja tylko pokiwałam twierdząco głową.
Całą rodziną weszliśmy do wielkiego ogrodu gdzie stały dwie bramki. Wszyscy oprócz rodziców Marco zaczęli grać. W pewnej chwili spojrzałam na zegarek.
- Boże - krzyknęłam.
- Coś się stało ? - zmartwiła się mama piłkarza.
- Nie nic. Marco daj kluczyki. Pojadę pożegnać się z wszystkimi i przyjadę - oznajmiłam chłopakowi.
- Jadę z tobą. Mamo my zaraz wrócimy tylko nasi znajomi wyjeżdżają z powrotem do Polski i chcemy ich pożegnać - złapał mnie za rękę i pobiegliśmy do samochodu.
Z piskiem opon ruszyliśmy na lotnisko. Marco zaparkował i pędem pobiegliśmy.
- Pasażerowie lotu 160 z Dortmundu do Gorzowa Wielkopolskiego proszeni są o udanie się do wejścia numer 11 - usłyszeliśmy.
Biegliśmy do tego wejścia. Nasi znajomi stali w kolejce.
- Dawid ! - rzuciłam mu się na szyję.
- Myślałem że zapomniałaś o mnie - posmutniał.
- Nigdy. Jestem tu teraz z tobą. Będę tęsknić - łzy popłynęły mi po policzkach.
- Nie płacz. Przyjadę jak najszybciej - pocałował mnie w policzek.
Pożegnałam się z resztą tak jak Reus i podeszłam znowu do Dawida. Pokazałam mu połowę naszyjnika. On wyciągnął drugą i ją złączył. Moje łzy znowu napłynęły do oczu. Obydwoje wyciągnęliśmy telefony i zrobiliśmy temu zdjęcie. Cieszyłam się że miałam takiego przyjaciela jakim jest Dawid. Kolejka cały czas się zmniejszała aż w końcu przed Dawidem była jedna osoba. Pożegnałam się przytuliłam znów każdego po kolei i puściłam ich. Wtuliłam się z Niemca i rozpłakałam jak mała dziewczynka. Jak już się trochę uspokoiłam objął mnie ramieniem i udaliśmy się do auta. Zatrzymało nas kilka osób. Marco nie chciał zdjęć ani rozdawać autografów, ale ja go poprosiłam żeby to zrobił, bo może to jedyna szansa tego kogoś. On się upierał że ze względu na mój stan tego nie zrobi, ale jak mu rozkazałam to zrobił to. Ta radość w oczach dzieci które podeszły, ale najbardziej wzruszyła mnie jedna dziewczynka. Podchodząc do Marco zaczęła płakać. Powiedziała mu że bardzo go kocha że jest z Hiszpanii, a zaraz ma wylot i przez cały pobyt tu miała nadzieję że go spotka, ale nie wiedziała że przed wylotem. Miała około 14 lat. Ja sama miałam łzy w oczach jak to mówiła. Była tylko o 4 lata ode mnie młodsza. W końcu jak dostała autograf i zrobiła sobie zdjęcie podeszła do mnie.
- Dlaczego płaczesz ? - spytała.
- Właśnie pożegnałam najlepszego przyjaciela - znów zaszkliły mi się oczy.
- Przykro mi. Mam do pani prośbę - spuściła głowę.
- Jestem Lena. Proszę nie mów mi pani. Mów jaką - uśmiechnęłam się żeby dodać jej odwagi.
- Mogłabym z tobą zdjęcie ? Grasz w Borussii prawda ? - odwzajemniła uśmiech, a ja przytaknęłam.
Przytuliła się do mnie i ktoś nam zrobił zdjęcie. Kilka selfie. Głupich min i od razu lepszy humor. Poprosiłam ją o jej facebook'a. Marco nam się uważnie przyglądał chodź rozdawał autografy i robił sobie zdjęcia. Podziękowała mi za to że moim przyjaciele wyjechali, bo jakby nie wyjeżdżali teraz to by nie spotkała Marco i mnie.
- Dbaj o Marco proszę. Jak ja nie mogę to ty o niego dbaj - powiedziała co mnie mega zdziwiło.
- Dobrze. Obiecuję. Chciałabyś się jeszcze przytulić do Marco ? - zapytałam, a jej się zaszkliły oczy.
Przedostałam się z nią do mojego chłopaka.
- Reus ona już jedzie możesz ją przytulić na pożegnanie ? - zrobiłam oczy jak kot z Shreka.
Przytulił ją bardzo mocno. Znowu się rozpłakała. Gdy już go puściła dała mu buziaka w policzek. Wyszła z tego kółka w którym stał Niemiec i podeszła do mnie. Podziękowała mi za wszystko i za ten spędzony ze mną czas.
- Widzę że mój idol jest zakochany. Jeśli ma być szczęśliwy to tylko z tobą. Proszę nie zrań go. Będziecie śliczną parą. Już pięknie razem wyglądacie jako przyjaciele, ale jako para to będzie cudowne. Jeśli się ciebie zapyta proszę nie odrzucaj go. Chciałabym żeby był szczęśliwy. Nienawidziłam tej Caroline, ale teraz jesteś ty. Nigdy go tak szczęśliwego nie widziałam. W tym twoja głowa żeby się uśmiechał. Dziękuję jeszcze raz za każde słowo i zdanie i za Marco. Dbaj o niego. Żegnaj - przytuliła się do mnie i tak jak piłkarzowi dała całusa w policzek.
Pomachałam jej na pożegnanie i patrzyłam jak odchodzi z rodzicami. Wzięłam klucze od piłkarza i ruszyłam w stronę samochodu. Zajęłam miejsce pasażera i czekałam na Marco który przyszedł po 5 minutach. Udaliśmy się z powrotem do jego rodziców. Zaparkowaliśmy i wysiedliśmy. Udaliśmy się do ogrodu gdzie wszyscy grali w piłkę.
- Przepraszamy że tak długo, ale jednak on jest sławny - wskazałam na mojego towarzysza.
- Przywykliśmy. Gracie z nami ? - spytała Yvonne.
Popatrzyłam znacząco na Niemca. Uśmiechnął się tylko i podeszliśmy do piłki. Po 30 minutach gry każdy wysiadał oprócz mnie i piłkarza. Postanowiliśmy zrobić sobie przerwę. Usiedliśmy na trawie. Marco poszedł po jakąś colę dla nas, a koło mnie usiadł Nico.
- Coś się stało ? - zdziwiłam się.
- Ujek Malco pzy tobie sie usmiecha - wyszczerzył ząbki.
- On zawsze był uśmiechnięty złotko - pogłaskałam go po głowie.
- Dbai o niego cociu - przytulił się do mnie.
- Dobrze kochanie - odwzajemniłam gest.
Przyszedł Marco, a Nico sobie poszedł i podał mi szklankę z colą. Przytuliłam się do niego. Jak się później okazało mama mojego chłopaka zrobiła nam wtedy zdjęcie. Było śliczne dlatego od razu przesłałam sobie na telefon i ustawiłam na tapetę. Wypiliśmy napój i znów zaczęliśmy grać i tak do 17. Gdy zobaczyłam która godzina znów się zerwałam.
- Marco do cholery trening mam ! - krzyknęłam.
Zerwaliśmy się. Pożegnaliśmy ze wszystkimi i pobiegliśmy do auta. Po 3 minutach byliśmy na SIP. Wbiegliśmy szybko na stadion. Dziewczyny się rozgrzewały.
- Przepraszam trenerze za spóźnienie, ale zasiedziałam się u rodziców Marco - krzyknęłam.
Większość dziewczyn mi pomachała, a Amanda patrzyła na mnie z gniewem w oczach. Trener natomiast podszedł do mnie.
- Nie musiałaś przychodzić. Masz złamaną rękę nie możesz ćwiczyć więc nie musisz przychodzić. Dajemy sobie radę, a ty leż w domu i zdrowiej, bo potrzebna nam napastniczka - mrugnął do mnie.
Zawołałam do siebie Maję.
- Dzisiaj idziemy na miasto. Obiecałaś mi to - pocałowałam ją w policzek.
- Dobra to po treningu pójdę do domu i się ogarnę, a ty czekaj na mnie w domu - uśmiechnęła się i wróciła do ćwiczeń.
- Sama idę - powiedziałam do Niemca nawet na niego nie patrząc.
- Dobrze - uśmiechnął się.
Udaliśmy się samochodu. Pojechaliśmy do mnie do domu. Marco posiedział godzinę i przyszła Maja z Zuzą. Dałam mu buziaka w policzek na pożegnanie i wyszedł. Zaproponowałam Zuzi żeby też z nami poszła i od razu się zgodziła. Wybrałyśmy szybko strój dla każdej. Zuza ubrała coś bardzo ładnego, ale nie w moim guście na niej za to leżało to idealnie. Maja ubrała biały sweterek, rurki i białe converse z resztą jak każda z nas. Ja za to o dziwo szybko wybrałam swój zestaw. Udałyśmy się do galerii handlowej. Doszłyśmy do Starbucks'a.
- Jak ci się układa z chłopakiem ? - powiedziała Zuza, która wiedziała że w miejscu publicznym nie może mówić imienia i nazwiska mojego chłopaka.
- A bardzo dobrze, ale nie rozmawiajmy o mnie tylko o was. Co tam u was ? - zaśmiałam się.
- Chodzę z tym z kim od razu mnie łączyliście - odparła Zuza.
- A ja z Leosiem - uśmiechnęła się Majka.
- Gratulacje i szczęścia życzę misie - podeszłam do każdej, przytuliłam i dałam jej buziaka w policzek.
- Dziękujemy - oznajmiła z uśmiechem Maja.
- Czekaj, czekaj jesteś z Aubą ?! - powiedziałam po polsku żeby nikt nie usłyszał.
- No tak, a to coś złego ? - zdziwiła się.
- My żartowaliśmy z tym swataniem. Aubameyang przecież ma żonę ! - krzyknęłam.
- Co k*rwa ?! - zezłościła się.
- Kochanie teraz spokój. Pochodzimy po sklepach zrelaksujesz się. Przemyślisz wszystko i pojedziemy do twojego cudownego chłopaka dobrze ? - uspokajałam ją.
- No dobra, ale jak mi ta dziunia otworzy to zadźgam ich wszystkich - była ewidentnie zła.
Nie dziwie jej się. Sama bym była jakby Marco grał na 2 fronty. Zbliżała się godzina 21. Postanowiłyśmy skończyć nasze zakupy. Zadzwoniłam do Marco żeby podwiózł nas do Auby. Oczywiście się zgodził. Po 5 minutach był po nas pod galerią.
- Mogę dokładnie wiedzieć czemu chcecie do niego jechać ? - był zdezorientowany.
- Jest to chłopak tej oto Zuzanny Wolfinger - wskazałam na Zuzę.
- Że co ?! Przecież on ma żonę ! Ja*ierdolę - zaklął piłkarz.
Podjechaliśmy pod dom Spidermana. Zuza kipiała ze złości. Tak samo jak ja, Maja i Marco. Schowałyśmy się z tyłu. Domofon odebrała kobieta.
- Dobry wieczór. Przepraszam że o tak późnej porze przychodzę, ale czy jest może Aubameyang ? Chciałbym z nim porozmawiać - oznajmił kobiecie.
- Tak jest. Nie przejmuj się Marco możesz wpadać kiedy chcesz. Sam jesteś ? - zapytała.
- Z 3 koleżankami - powiedział, a ta otworzyła nam furtkę.
Weszliśmy na dużą posiadłość państwa Aubameyang. Stanęliśmy przed drzwiami i od razu otworzyła nam kobieta. Przedstawiłyśmy się jej i wpuściła nas do salonu. Usiedliśmy na kanapie. Zawołała Pierrie. Serce biło mi jak oszalałe. Zszedł z góry na rękach miał syna. Zamurowało go jak nas zobaczył.
- Witaj Auba - uśmiechnęła się złowrogo Zuza.
- Ty szmato - podeszła do niego i dała mu w twarz.
Wybiegła z domu zapłakana, a za nią Maja.
- Za co to było kochanie ? - spytała jego żona.
- No Auba powiedz żonie za co to było - wtrącił się mój chłopak.
- To była moja dziewczyna - spuścił głowę Aubameyang i czekał aż żona go uderzy, ale do tego nie doszło.
- Zdradziłeś mnie ? - zapytała ze spokojem w głosie.
- Nie...raz - wybełkotał.
- Dobra. Jesteśmy kwita, bo ja ciebie też - uśmiechnęła się.
Zdziwiłam się i to bardzo. Miałam 1000 myśli na sekundę. Reus'owi też oczy wyszły na wierzch.
- To my się zbieramy pa - pożegnał się piłkarz.
Złapał mnie za rękę i wybiegliśmy z domu do samochodu przed którym stała Maja z Zuzą.
- Jak on mógł. Już drugi - płakała.
- Jak wybiegłyście powiedział jej że zdradził ją nie raz, a ona mu że są kwita, bo ona go też. Jaka patologia powinni zerwać i się rozwieść - oburzyłam się i przytuliłam Zuzię.
Marco odwiózł nas do domu i dał mi buziaka w policzek, a my od razu poszłyśmy spać.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
12 lipca
Wstałam o 14. Sama się zdziwiłam że tak późno. O 16 miałam trening, a o 20 wylot do Brazylii. Jutro wielki dzień dla każdego Niemca. Cieszę się że mój chłopak dostał tą propozycję. Okazała się w ogóle że tata nie może z nami jechać więc jadę ja, Marco, Zuza i Maja. Zeszłam na dół. Ku mojemu zdziwieniu mój tata był w domu i przyrządzał obiad, a w salonie w fifę grała Maja z Leo, a Zuza patrzyła.
- Hej wszystkim - uśmiechnęłam się.
- Śpiąca królewna wstała - zaśmiała się Zuzia i dała mi buziaka w policzek.
- Wreszcie. Był tu Marco i kazał ci przekazać że będzie o 15:30 po ciebie i masz być już spakowana do Brazylii, bo tu nie wrócimy - uśmiechnęła się do mnie Maja.
- Dobra - odparłam.
- Obiad ! - krzyknął tata z kuchni.
- Wolne dzisiaj masz ? - podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek.
- Chciałem z wami czas spędzić, ale wstałaś dopiero teraz. Zaraz trening, a później lecicie. Kiedy indziej - oznajmił.
Jedliśmy w ciszy. Gdy zjadłam od razu pobiegłam do pokoju się spakować. Maja pożegnała Leonardo i z Zuzą zrobiły to samo co ja. Z racji tego że lecimy tylko na 2 dni wzięłam 4 zestawy (1, 2, 3, 4) Wzięłam sukienkę, bo jak wygrają to jest impreza, a trzeba jakoś wyglądać. Dwie pary krótkich spodenek tylko dlatego że w Brazylii jest gorąco. Zuzia wzięła też 4 zestawy (1, 2, 3, 4) i Maja tak samo (1, 2, 3, 4), ale i tak każda z nas miała po jednej walizce. Zbliżała się 15:00 więc za 30 minut będzie Reus. Postanowiłyśmy się przebrać. Maja ubrała coś stosownego. Pasowało jej i to bardzo. Zuzia coś kolorowego, a dodawało jej to uroku małej dziewczynki, a ja coś w moim stylu. Każda z nas miała tak samo jak ja pomalowane paznokcie. Byłyśmy już gotowe i czekałyśmy na Marco. Weszłyśmy na facebook'a. Odpisałyśmy kilku osobom aż nie zadzwonił dzwonek do drzwi. Spakowałam szybko ładowarkę i laptopa, a do tego telefon i zeszłyśmy z naszymi walizkami na dół. Tata otworzył drzwi i zobaczyłyśmy mojego chłopaka od razu wpadłam w jego ramiona.
- Witaj śpiochu - pocałował mnie w czubek głowy.
Wtuliłam się z niego mocno.
- To co jedziemy ? - zapytał dziewczyn, a one przytaknęły.
- Masz dbać o nie - powiedział mój tata.
- Niech się pan nie martwi będą monitorowane 24 godziny na dobę - zaśmiał się Niemiec na co go szturchnęłam.
- Ja mam nadzieję. Bawcie się dobra pa - pocałował w policzek każdą z nas.
- Pa tatusiu - pomachałam mu na pożegnanie tak samo jak dziewczyny.
Zapakowałyśmy walizki do bagażnika Marco. Pojechałyśmy na trening. Jakoś dziś szybko zlecił. Amanda cały czas patrzyła na mnie i Marco, ale ja to zignorowałam. Po treningu dziewczyny poszły się umyć, a my czekałyśmy na nie pod stadionem.
- Proszę, proszę kogo ja tu widzę. Lena Wolfinger - odwróciłam się i zobaczyłam Caro idącą za rękę z jakimś facetem.
- Widzę że masz już kogoś na moje miejsce - zaśmiał się ironicznie Reus i został skarcony wzrokiem przez Caroline.
- Czego chcesz ? - zdenerwowałam się.
- Niczego po prostu chciałam pokazać Marco że mam nowego chłopaka, a on już się nie liczy - oznajmiła.
- Chcesz żeby był zazdrosny, ale sorry złotko on nie jest taki płytki żeby być o ciebie zazdrosny - pstryknęłam jej palcami przed twarzą co ewidentnie ją zdenerwowało.
Odwróciła się i poszła z tym swoim chłopakiem. Cały czas biedny musiał się przyglądać temu zdarzeniu. Wyglądał na przestraszonego. Kilka razy się jeszcze odwrócił w naszą stronę, ale Bosh od razu go ciągła. Raz się odwrócił i ruszył ustami. Moim zdaniem powiedział "Ratunku", ale nie byłam pewna. Wydawał się miły, a do tego był przystojny. Po 30 minutach przyszła do nas Zuza i Maja. Udaliśmy się na lotnisko. 20 minut drogi stąd. Przyjechaliśmy i od razu wołali nas na odprawę. Gdy wszystko już sprawdziliśmy punktualnie wsiedliśmy do samolotu. Mieliśmy być w Rio na godzinę 9:00. Siedziałam z Reus'em, a za nami Zuza i Maja. Założyłam słuchawki i pogrążyłam się w krainie snów.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
13 lipca
Obudził mnie czyjś wzrok na mojej twarzy. Obudziłam się i zobaczyłam uśmiechniętego piłkarza.
- Za 10 minut lądujemy - powiedział i jeszcze szerzej się uśmiechnął.
Po 10 minutach wysiedliśmy z samolotu i udaliśmy się po bagaże. Przed wyjściem z lotniska czekała na nas limuzyna. Wsiedliśmy do niej i pojechaliśmy do hotelu. Jak się okazało nikogo nie było, bo chłopcy są na treningu, a przyjdą za jakąś godzinę. Strasznie się cieszyłam że w końcu poznam tego mojego rozmówcę, Mario i Matsa. Denerwowałam się przed meczem. Tak samo jak Marco. Miałam pokój z Marco, a wystarczyło otworzyć drzwi i było się w pokoju Mai i Zuzy. Postanowiliśmy iść pozwiedzać miasto. Po godzinie wróciliśmy. Nic ciekawego się na mieście nie działo. Wszędzie było pełno kibiców Niemiec i Argentyny. Miasto żyło dzisiejszym meczem. Wróciliśmy do hotelu i szybko do swoich pokoi.
- Są już ? - zapytał ktoś na korytarzu.
- Przyjechali godzinę temu - odparł jakiś męski głos.
- Który pokój ? - spytał inny.
- 11 - wiedziałam że chodzi o nas.
Postanowiliśmy iść do dziewczyn powiedzieć im żeby się schowały w łazience i nie dawały znaku życia. Tak zrobiliśmy i my. Ktoś zapukał. Delikatnie zachichotałam. Jeszcze raz.
- Tu nikogo nie ma ! - krzyknął zdenerwowany głos.
- Wejdź zobaczymy. Może śpią po podróży - dodał mężczyzna.
Weszli. Słyszałam kroki. Marco już nie dał rady. Wyszedł z łazienki.
- Reus ! - rzucili się na niego.
Ja wyszłam i poszłam po dziewczyny. Nawet nikt mnie chyba nie zauważył.
- Witamy przyszłych mistrzów świata - powiedziałyśmy chórem jak weszłyśmy do pokoju.
- Wow. Lena, Wolfinger, Zuza Wolfinger i Maja Sawko ? - zdziwił się Mario i podszedł do nas, a ja zaczęłam bić mu brawo.
- Nie wierze że to wy. Jesteście lepsze w piłkę ode mnie. Jestem Mario Goetze - podał mi rękę, a ja odwzajemniłam gest.
Tak samo jak Maja i Zuza.
- Jestem Mats - pomachał Hummels siadając na łóżku.
- Na żywo jesteście ładniejsze niż w telewizji lub na zdjęciach - powiedział na co my się zaśmiałyśmy.
- Takie śliczne dziewczyny dzisiaj nas będą dopingować. Nie wierze - złapał się za głowę Mats.
- Ty Hummels gdzie masz swoją ? - zaśmiał się Marco.
- Zapomniałem. Miałem po nią na lotnisko jechać. Ku*wa. Pa - pożegnał się z nami, a my wybuchnęłyśmy niepohamowanym śmiechem.
- To która jest wolna ? Lena ? Maja ? Zuza ? - zaczął wymieniać Niemiecki Messi.
- Przykro mi ja nie - posmutniałam.
- A mogę wiedzieć kto jest tym szczęściarzem ? - zdziwił się.
- Zobaczysz jak wygrasz mecz - wytknęłam mu język.
- Jak strzelę bramkę to dla ciebie no może też dla Marco - powiedział na co ja się zarumieniłam, ale od razu przywołałam do porządku.
- Do c*uja gdzie ten Goetze. Ma nasz klucz ! - wydarł się ktoś na korytarzu.
- Spokojnie może poszedł do kogoś - uspokajał go kolega.
Mario wyszedł i pomachał kolegą, ale od razu schował się za łóżkiem. Do pokoju wparował zły Andre Schurrle i Erik Durm.
- Reus co ty tu robisz ? - zdziwił się.
- Niespodzianka ! - uśmiechnął się do niego mój luby.
- Mogłeś uprzedzić - udawał focha.
- Sorry byłem zajęty - pokazał głową na mnie i się zaśmiał.
- Też bym był jakbym spotkał taką niewiastę. Jestem Andre - podał mi rękę.
- Lena, miło mi, a to moja siostra Zuza i przyjaciółka Maja - przedstawiłam ich.
- Nie mówiłeś że poznałeś takie dupy - oburzył się Schurrle.
- Mówię ci zajęty byłem. Mała złamała rękę. Trzeba było urodziny niespodziankę jej wymyślić - przewrócił oczami.
- To konkretnie - zaśmiał się kolega który uspokajał Andre.
- Lenka, Majka, Zuzia to jest Erik. Erik to jest Lena, Maja i Zuza - przedstawił nas.
- Za dużo znajomych jak na dzisiaj - odparłam.
- Andre się uspokoił ? Mogę wyjść ? - szepnął do mnie Mario.
- Wychodź ! - krzyknął Schurrle który go usłyszał.
- Sorry stary, ale zapomniałem. Wiedziałem że Marco ma przyjechać to od razu do niego poszedłem - spuścił wzrok.
- Wiedziałeś że Reus będzie i mi nic nie powiedziałeś ?! - zdenerwował się.
- Zachowujecie się jak dzieci. Czasu nie cofniemy, a teraz cieszmy się tym że jesteśmy tutaj i to dzisiaj finał który macie wygrać - wyszczerzyłam do nich moje zęby.
- Powinnaś iść na psychologa - zdziwił się Erik.
- Dostałam się na te studia właśnie 3 dni temu - zaśmiałam się.
- Marco, bo dziewczyny pewnie śpią w jednym pokoju jak chcesz możesz do nas się "wprowadzić" - uśmiechnął się Goetze.
- Nie dzięki - oznajmił.
- Co tam u ciebie Maju ? - podszedł do niej Mario.
- Dość dobrze. W końcu mogę grać. Szkoda tylko że nie wypoczęłam na jakiś wakacjach. Mam nadzieję że tu wypocznę, co u ciebie? - uśmiechnęła się do niego.
- Ja byłem na wakacjach, ale po mistrzostwach jadę na drugie, bo ten turniej mnie zmęczył. Z nami wypoczniesz. Obiecuję ci to - nagle do pokoju wparował Mats ze swoja dziewczyną Cathy.
- Dziewczyny poznajcie moją dziewczynę Cathy. Cathy poznaj Lenę, Maję i Zuzę - podeszła do nas i podała nam rękę.
Miała śliczny uśmiech. Polubiłam ją od razu.
- Dziewczyny w czym idziecie na mecz ? - spytała.
Boże.. Zapomniała wziąć ciuchów które ubiorę na mecz. Po minach dziewczyn stwierdziałam że też nie mają w co się ubrać.
- No to lecimy na zakupy, bo ja też nic nie mam - pociągnęła mnie za rękę, a ja Zuzę, a Zuzia Majkę. Każda z nas kupiła to samo. Krótkie czarne postrzępione spodenki, ale ja musiałam wyglądać inaczej. Elegancko. Kupiłam koszulkę z nazwiskiem Reus chodź i tak wiem że Marco nie gra to będę go wspierać, a do tego skórzaną spódniczkę i szpilki których tak nienawidziłam. Zuza kupiła z nazwiskiem Durm, a Maja z nazwiskiem Goetze. Pierwsze myślałam że to zły pomysł, bo Mario ma dziewczynę, ale Cathy powiedziała nam że zerwał z nią przed wyjazdem do Brazylii. Ona sama kupiła koszulkę z nazwiskiem Hummels oczywiście. Poznałyśmy się lepiej była strasznie sympatyczna. Wróciłyśmy do hotelu o 13 za 30 minut miał być obiad. Schowałyśmy do szafy ubrania i poszłyśmy na obiad. Czekali na nas już wszyscy. Mój chłopak rozmawiał z trenerem na bok.
- Bardzo byśmy chcieli, a chłopaków zaskoczymy - usłyszałam.
Odwrócił się i zobaczył mnie. Machnął ręką żebym podeszła.
- Dzień dobry - przywitałam się z trenerem.
- Lena Wolfinger ? Nowa zawodniczka BVB i dziewczyna Marco - dwa ostatnie słowa powiedział dość cicho.
- Skąd pan wie ? - zdziwiłam się.
- Musiał mi powiedzieć jak chcecie stać i gratulować - zaśmiał się.
- Joachim Löw - podał mi rękę.
- Miło pana poznać - odwzajemniłam gest.
- Mi ciebie również, a teraz siadajcie i coś zjedzcie - wskazał na stolik przy którym siedział już Mario, Maja, Zuza, Erik, Cathy, Mats, Andre i dwa miejsca wolne dla nas.
Zjedliśmy pyszny obiad i udaliśmy się do swoich pokoi. Położyłam się na łóżku, a obok mnie Marco.
- Mogę wiedzieć w czym mój skarb idzie ? Muszę się dopasować - zaśmiał się.
- Pewnie. Patrz - pokazałam mu strój.
Zasmucił się.
- Kochanie nie smuć się. Specjalnie na plecach chce mieć twoje nazwisko. Chcę pokazać że nikt o tobie nie zapomniał - delikatnie posmutniałam.
- No chodź tu do mnie mała - przytulił mnie mocno.
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi i szybko się od siebie oderwaliśmy. Do pokoju wparował Mario.
- Czego chcesz pacanie ? - rozzłościł się mój chłopak.
- Sam na sam sobie siedzicie ? - zdziwił się.
- Może lubimy kochany - posłałam mu buziaka.
- Już wychodzę tylko chciałem wam powiedzieć że za 30 minut zbiórka pod hotelem i już tu nie wrócimy więc się ubierzcie tak jak macie jechać na mecz - już miał wyjść kiedy go zatrzymałam.
- Mario która godzina ? - zapytałam.
- 16:30 - odparł i wyszedł.
- Idę pierwsza - złożyłam na jego ustach pocałunek.
Wzięłam ubrania i pobiegłam do łazienki. Umyłam się po 10 minutach. Ubrałam co miałam ubrać. Wyglądało idealnie. Szkoda że musiały być to szpilki. Upięłam prosto włosy i wyszłam w pełni gotowa.
- Tadam - pokazałam się Marco.
- Mmmmm.. Jak seksownie - pocałował mnie w szyję, a ja się zarumieniłam.
- Poczekaj tu na mnie - po 10 minutach wyszedł ubrany.
Postanowiłam że zrobimy pamiątkowe zdjęcia. Wybrałam najładniejsze i wrzuciłam na facebook'a z dopiskiem "Go Germany wierzymy w was misie :* Oglądajcie mecz, a najbardziej odebranie pucharu, będzie niespodzianka :D"
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorrki za spóźnienie, ale jakoś tak wyszło. Źle się ostatnio czuję, a do tego te kartkówki o boże :( Kocham was. Dziękuję za każde miłe słowo. Nie wstawieężadnego zdjęcia, bo nie chce mi się szukać chce jak najszybciej dać wam ten rodziła buziaczki :**
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥
Pozdrawiam i całuję Jula <3
Hej!
OdpowiedzUsuńCzytam Twojego bloga już jakiś czas, ale nie było okazji do komentowania.
Powiem Ci, że bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie. Bardzo wciąga podczas czytania :)
Jeśli chodzi o bohaterów to bartdzo lubię Lenę, ale jakąś do Majki i Zuzy nie mogę się przekonać :/
Marco jest taki słodki :*
Dodaj szybciutko rozdział, bo już nie mogę się doczekać jak ujawnią się podaczas finału ^^
Pozdrawiam i życzę weny podczas pisania :))))
W wolnej chwili zapraszam do siebie ;)
http://bvb09-love-story.blogspot.com/
Buziaki :**
Jejciu <3 Dziękuję kochane to <3 Chętnie zajrzę jak będę miał czas :)
UsuńRozdział jak zawsze fenomenalny czekam z niecierpliwością na nexta. Kiedy dodasz? Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńZa jakiś tydzień. No wiesz nauka :( a do tego tata ruter wziął, bo niby go "okłamałam", ale się postaram pisać jak pojedzie do pracy, bo podłączyłam lapka do kabla z internetem :)
UsuńJakbyś chciała to zapraszam do siebie.
Usuń