(...)
Gdy podszedł do mnie popłakałam się i wtuliłam w niego. Gala się skończyła. Zrobiliśmy kilka zdjęć z nagrodą i z naszymi znajomymi. Gdy wychodziliśmy ktoś złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć z dół. Nie wiedziałam co się dzieje. Zdążyłam zobaczyć tylko przerażony wzrok Marco...
(...)
Obudziłam się w szpitalu, a przy mnie siedział Marco, a po drugiej stronie tata. Maja chodziła w kółko na środku sali. Zuzi nie było.
- Kochanie - wstał i wtulił się we mnie Marco gdy tylko zauważył że otworzyłam oczy.
- Co się stało ? Co ja tu robię ? - zapytałam.
Marco spuścił głowę.
- Jesteś tu dlatego że jak wychodziłaś z Marco z gali Caroline Bosh pociągnęła cię za rękę i uderzyłaś głową o próg. Byłaś tydzień w śpiączce. Jutro cię już wypiszą, bo powiedzieli że dzień po wybudzeniu i możesz od razu grać. Na szczęście złamanej ręce nic się nie stało i ściągną ci gips 27 lipca tak jak miało być - oznajmił tata.
- Nie musisz się już niczym przejmować kolejna osoba wylądowała w więzieniu - pocałowała mnie w policzek Maja.
- Siedzi ? - zdziwiłam się.
- Tak 5 lat - odparł Marco.
- 2 dni temu był tu Dawid siedział przy tobie i kazał Marco iść spać, bo Reus od tygodnia nie spał tylko czekał aż się wybudzisz - powiedziała Majka.
- Naprawdę ? - oczy mi się zaszkliły.
- Tak - spuścił głowę Niemiec.
Uniosłam ją do góry i pocałowałam.
- Witam pani Leno - uśmiechnął się znajomy mi lekarz wchodzący do pokoju.
- Witam doktorze - odpowiedziałam.
- Cieszę się że jest pani z powrotem z nami. To co chce pani już wyjść ? - spytał, a ja przytaknęłam.
- To proszę się spakować, a ja załatwię z panem wszystkie formalności - zwrócił się do taty.
- Przecież mieliście ją wypisać jutro - zdziwił się tata.
- Tak, ale dziewczyna jest silna i gotowa funkcjonować samodzielnie. Proszę za mną - powiedział do ojca i wyszli z sali razem z Mają.
Zostałam sama z Marco.
- Tęskniłem - oznajmił ze spuszczona głową.
- Ja też kochanie - złapałam go za rękę.
Poczułam że ręką mam trochę cięższą. Popatrzyłam na nią. Byłą to bransoletka której na pewno nie miałam nigdy na sobie. Była czarno-żółta i przypięte do niej serduszko z napisem "Będę cię zawsze kochał ~ Marco". Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Wstałam z łóżka i bardzo mocno przytuliłam Marco. Złapałam go za rękę i wyszliśmy. Kupiliśmy kawę w automacie i czekaliśmy na ojca. Nagle podszedł do nas jakiś pan z kamerą i pani z mikrofonem.
- Pani Leno jak się pani czuje po wypadku ? Marco nie opuszczał pani na krok. Wybaczy pani kiedyś Caroline ? Marco czy czułeś że ją tracisz ? Dlaczego tak długo nie mogła się wybudzić ? - zadawała pytania.
- Czuję się bardzo dobrze, dziękuję. Zawsze wybaczam, ale nigdy jej tego nie zapomnę - odpowiedziałam na pytania zadane mi.
- Tak czułem że ona mnie opuszcza. Stąd ta bransoletka na nadgarstku chciałem żeby miała ją w dniu śmieci. Nie mogła się długo wybudzić, bo brakowało jej krwi. Dużo krwi straciła w walce o życie czyli przy operacji i przy upadku - odparł Reus.
- Co pani pamięta z tego dnia ? - spytała.
- Wszystko do upadku. Nie straciłam pamięci co graniczy się z cudem, bo powinnam. Pamiętam bardzo dobrze jak ktoś pociągnął mnie za rękę i Marco z przerażeniem w oczach. Tylko tyle - powiedziałam i musieliśmy już iść, bo tata przyszedł.
Wsiedliśmy do samochodu.
- Gdzie jest Zuza ? - zdziwiłam się.
- Odsypia siedziała 3 dni z rzędu przy tobie - oznajmił mi tata.
- Tam jest nasza ulica - wskazałam palcem, bo ominęliśmy skręt.
- Jedziesz do Marco, bo ja muszę iść do pracy. Maja pójdzie spać, a ktoś się musi tobą opiekować - wybełkotał ojciec.
Wysiedliśmy pod domem Niemca. Marco pomógł mi wejść do domu i położył mnie na sofie, a sam poszedł do kuchni i zaraz wrócił z dwiema herbatami w ręce.
- Dziękuję - odebrałam od niego napój.
Usiadł obok.
- Przepraszam - odparł i zbierało mu się na płacz.
- Za co kochanie ? - zdziwiłam się.
- Nie złapałem cię i straciłaś tydzień z życia - oznajmił.
- To nie twoja wina - pocałowałam go w policzek.
- Moja obiecałem ci że będę zawsze bez względu na to co się stanie, a wtedy tak jakby mnie nie było - spuścił wzrok.
- Nie dałeś rady nic zrobić rozumiem chodź tu do mnie - przytuliłam go.
- Oglądamy coś ? - spytał.
- Wolałabym zagrać w fife - powiedziałam, a on się uśmiechnął.
Włączył grę. Podał mi pad'a i zaczęliśmy grać. Graliśmy dobre kilka godzin przy tym rozmawiając o wszystkim. Dowiedziałam się o nim dużo nowych rzeczy. Po którymś z kolei meczu popatrzyłam na godzinę.
- Jezu już 23:00 ja będę się zbierać - chciałam już wstać, a złapał mnie za nadgarstek.
- Zostajesz dzisiaj u mnie na noc, bo tata pracuje całą noc, a dziewczyny śpią - pociągnął mnie do siebie na kolana.
Zaczęła się gra wstępna. W pewnym momencie źle się poczułam i oderwałam się od Marco.
- Co jest ? - zdziwił się.
- Źle się czuje. Może dokończymy to jutro albo kiedy indziej, bo jestem zmęczona i źle się czuję - odparłam, a on wyłączył telewizor i wziął mnie na ręce.
Zaniósł mnie do sypialni i położył na łóżku.
- To dobranoc królewno - pocałował mnie w czoło.
- Nie jesteś zły ? - zapytałam.
- Nie, bo wiem że rano zobaczę ciebie tu przy mnie i to mi wystarcza - uśmiechnęłam się tylko i wtuliłam w niego.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
22 lipca
Obudziłam się o 9:00. Marco jeszcze spał. Poszłam na dół i postanowiłam zrobić omlety. Do tego nalałam soku pomarańczowego. Włożyłam dwa talerze i dwie szklanki z sokiem na tacę i poszłam na górę. Pocałowałam Reus'a. Otworzył oczy przeciągną się i dał mi buziaka.
- Dzień dobry kochanie. Zrobiłam śniadanie - uśmiechnęłam się.
Jedliśmy w ciszy. Gdy wszystko zjedliśmy Marco wziął tacę i zaniósł na zlewu, a ja czekałam w sypialni.
- Było pyszne. Lepiej się dzisiaj czujesz ? - spytał zamykając za sobą drzwi.
- O wiele lepiej. Chodź zrobimy zdjęcie, bo wyglądasz sexownie jak jesteś taki nie ogarnięty - pocałowałam go.
Zrobiliśmy kilka zdjęć.
- Co dzisiaj mamy w planach ? - zapytałam.
- Jedziemy na Idune później do Polski, a później idziemy spać - uśmiechnął się.
- Okej to chodźmy... Czekaj czekaj coooo ?! - patrzyłam na niego ze zdziwieniem.
- Jeśli ci się coś nie podoba zmienimy plany - oznajmił.
- Serio jedziemy do Polski ? - byłam bardzo podekscytowana.
- No tak. Dawid prosił żebyś przyjechała jak się wybudzisz - odparł, a ja go przytuliłam.
Zbiegłam na dół. Ubrałam kurtkę i buty i czekałam na Marco.
- Jedziemy na Idune i później do Polski no pośpiesz się - krzyknęłam do niego jak już zszedł.
Ubrał się i wyszliśmy.
- Pierwsze jedziemy do mnie się przebrać - kazałam mu skręcić w tą drogę.
Szybko się przebrałam i wróciłam do samochodu. Pojechaliśmy na SIP i czekał tam na nas Mario i Mats.
- Misie - przytuliłam ich.
- No hej Lenaa. Jak się czujesz ? - spytał Mats.
- Dobrze dziękuję. Jedziecie z nami ? - zapytałam, a oni przytaknęli.
- A Maja i Zuza jadą ? - pytałam ich.
- Niestety nie. Zuzia jedzie z Durm'em i tą twoją sąsiadką Julią do Leonardo, a Maja ma spotkanie o prace jako fotograf, ale nic nie wiesz - uśmiechnął się.
- A gdzie? - spytałam.
- To już ona sama ci powie - wsiedliśmy do samochodu.
Mario za kółkiem koło niego Mats, a ja z Marco z tyłu. Podjechaliśmy pod wytwórnie mojego taty.
- Co my tu robimy ? - zdziwiłam się.
- Jest tu ktoś kto czeka na ciebie. Zapomniałaś o nim - powiedział Marco.
Wyszedł z auta i zaraz przyszedł z yorkiem.
- Madi - piesek był otulony kocykiem, wzięłam go na ręce i przytuliłam.
- Na ile my w ogóle jedziemy ? Bo do Gorzowa autem jedzie się około 6 godzin - mówiłam przytulając psa.
- Jedziemy tam na 3 dni. Jest 10 dojedziemy tam około 16. Pokarzesz nam wszytko, przywitasz się z rodzicami Dawida i ze znajomymi z Gorzowa i około 23-24 jedziemy do Warszawy i tam nocujemy u Dawida - odparł Reus.
- To w drogę - oznajmiłam z dumą, a Mario ruszył.
Wybrałam numer do Tomka i zadzwoniłam.
L: Hej Tomi
T: Lena? Cześć
L: Gracie dzisiaj u siebie ?
T: Tak o 18:00, a czemu pytasz?
L: Bo chciałabym oglądnąć
T: A co tam u ciebie?
L: A dobrze, wczoraj wybudziłam się ze śpiączki
T: No coś słyszałem. Przykro mi, a jak z twoim chłopakiem?
L: Super własnie jedziemy sobie samochodem na wycieczkę, a opowiadaj co tam u ciebie
T: Okej, dobra ja lecę, bo trening mamy za 30 minut. Trzymaj kciuki. Pa
L: Oczywiście że będę. Pa
- Na trybunach - powiedziałam jak tylko się rozłączył.
- Mam już plany dla nas na wieczór w Gorzowie - zaśmiałam się.
- Jakie ? - zapytał mój chłopak.
- Pójdziemy sobie na mecz Warty Gorzów, a teraz was na chwilkę przepraszam - wybrałam numer do mamy Dawida.
L: Dzień dobry pani Agnieszko
MD: Lenuś skarbie. Jak tam dobrze się już czujesz ?
L: Znakomicie. Jedziemy właśnie z Marco, Mario i Matsem do Polski i miałabym do pani prośbę
MD: Słucham cię
L: Kupiła by nam pani 4 bilety na dzisiejszy mecz Warty? I nikt ma się nie dowiedzieć że przyjeżdżamy, bo to niespodzianka, a jutro rano jadę do Dawida do Warszawy
MD: Dobrze nikt się nie dowie i kupie wam bilety. Czy ja słyszę szczekanie psa?
L: Tak to Madi. Czy mogłaby się pani nim zająć jak pójdziemy na mecz?
MD: Z miłą chęcią. Miłej drogi dziecko
L: Dziękuję do zobaczenia :)
Położyłam się na ramieniu Marco i usnęłam z psem na kolanach. Obudziłam się około 15:40 przez głośną muzykę którą włączył Mario.
- Mario... Ludziom spać nie dajesz - skrzywiłam się.
Marco razem z Matsem się zaśmiali.
- Jezu przepraszam Lena zapomniałem że śpisz - usprawiedliwiał się.
- Dobra dobra za ile będziemy? - spytałam.
- Za około 20 minut - pocałował mnie w policzek mój blondyn.
Mario włączył piosenkę Sia - Chandelier. Śpiewaliśmy i śmialiśmy się z naszych fałszów. Po kilkunastu minutach byliśmy w Gorzowie.
- Boże jakie wy macie dziurawe drogi - kręcił głową Goetze.
- Dobra grubasie. Teraz skręć tu, a zaraz tu i zaparkuj tam - rozkazałam.
Zaparkowaliśmy pod starym blokiem Dawida. Pani Agnieszka wyszła przed blok. Gdy tylko mnie zobaczyła podbiegła i wyściskała mnie z całych sił. Przedstawiłam jej pieska, Mario i Matsa. Weszliśmy na górę gdzie była Głuszko, Karla, Karasiov, Michniewicz i tata Dawida. Od razu wszyscy mnie wyściskali i pieska. Przywitali się z chłopakami, a Mario i Matsa im przedstawiłam. Postanowiliśmy iść z psem na spacer. Więc poszliśmy całym Aloha Teamem i moim teamem do mojego ulubionego parku. Kilkanaście ludzi nas zatrzymywało i robiło zdjęcia i brało autografy ode mnie i od piłkarzy.
- Ej Lena a ta dziewczyna siedzi ? - spytała mnie Karla.
- Ale jaka ? - zdziwiłam się.
- Ta co sprawiła że byłaś w śpiączce - oznajmiła.
- Tak siedzi, ale tymczasowo i czeka na rozprawę - odparłam.
Chodziliśmy po parku półtorej godziny i gdy wróciliśmy do domu ja się przebrałam chłopacy też. Zostawiliśmy psa, wzięliśmy bilety i wyszliśmy na "stadion". Szłam z Marco za rękę, a koło mnie szedł Mats, a koło Marco Mario. Po 5 minutach byliśmy pod boiskiem. Sprawdzili nam bilety i poszliśmy na wyznaczone miejsca. Najbliżej boiska. Zauważyłam trenera stojącego przy ławce.
- Panie trenerze - krzyknęłam, a ten energicznie się odwrócił.
- LENA! - podszedł do trybun.
Kazał ochroniarzom nas puścić do siebie wiec razem z Mario, Marco i Matsem zeszliśmy do niego. Przytuliłam się do niego i zaczęłam płakać.
- Nie płacz słoneczko. Co ty tutaj robisz? - zapytał.
- Przyjechałam z chłopakami, a wieczorem jedziemy do Warszawy do Dawida Kwiatkowskiego. Jak mam nie płakać jak wracam na boisko na którym się uczyłam grać jako widz i członek innego klubu - znów łzy mi napłynęły do oczu.
- Mam nadzieję że wygramy. Chodź do chłopaków do szatni zdeterminujesz ich, bo podobno idziesz na psychologię - oznajmił i już mieliśmy iść, ale Mario chrząknął więc przedstawiłam chłopaków trenerowi i poszliśmy.
Trener wszedł do szatni, a ja po 2 minutach zapukałam. Usłyszałam "Proszę". Razem z chłopakami weszłam.
- Lena ! - od razu podskoczył do mnie Tomek.
Znowu wybuchnęłam płaczem. To z tym składem zaczynałam grać, a teraz będę oglądać jak grają. Nie będę się z nimi na boisku męczyć.
- O co płaczesz ? - zdziwił się Michał.
- Chciałabym zagrać ostatni mecz z wami. Taki pożegnalny - otarłam łzy.
- Możesz. To jest mecz towarzyski, a ty jeszcze nie podpisałaś kontraktu z Borussią - uśmiechnął się Łukasz.
Moje oczy przerodziły się w iskierki.
- Przebieraj się - trener rzucił mi strój.
- Naprawdę mogę ? Mario? Mats? Marco? - zwróciłam się do chłopaków którzy ze mną tu przyjechali i do trenera.
- Ja zezwalam - uśmiechnął się trener.
- Zawsze chciałem cię zobaczyć w akcji. Poznałem cię jako piłkarkę Warty więc dawaj - zaśmiał się Mario.
- Graj jeśli to twoja pasja - wyszczerzył się Hummels.
Podszedł do mnie Marco widocznie zły. Wiedziałam że się nie zgodzi.
- Przyjechałem tu z tobą żeby oglądać twoich kolegów, ale lepszym widokiem będzie oglądanie ciebie, ale pamiętaj ściągnij gips - zaśmiał się i mnie pocałował.
Ubrałam swój strój z "11", korki które zostawiłam tu na pamiątkę i ochraniacze. Ściągnęłam gips. Musiałam uważać na tą rękę, ale dla gry zrobię wszystko.Ubrałam bluzę klubową i pobiegłam na rozgrzewkę. Marco, Mario i Mats poszli na nasze trybuny.
- Proszę państwa co się dzieje w składzie Warty. Na dzisiejszy mecz do składu wraca LENA WOLFINGER !! Lena chciałaby zagrać pożegnalny mecz. Przed chwilą widzieliśmy ją z gipsem, a teraz na boisku pojawiła się bez niego - dziwił się komentator.
Podbiegłam do sztabu medycznego. Zbadali mi rękę. Powiedzieli że jest ok i nawet jak upadnę nie powinna się złamać z powrotem, bo już się zrosła, a gips nosiłam na wszelki wypadek. Dobra rozgrzewka. 18:25 zbiegliśmy do tunelu, ściągnęliśmy bluzy. Stanęłam przed ostatnia jak robiłam to zawsze. Ruszyli. Gdy przekroczyłam linię boczną boiska usłyszałam brawa i ludzi skandujących moje imię. Łza zakręciła mi się w oku. Popatrzyłam na chłopaków zaciskali mocno kciuki. Klasnęliśmy w stronę kibiców i ustawiliśmy się na swoich połowach. Zaczynaliśmy my więc to my od razu podążyliśmy do ataku. Nie interesowało mnie teraz że mój chłopak jest zawodowym piłkarzem i mógł by mnie wyśmiać liczyłam się tylko ja, piłka, koledzy z drużyny, bramka przeciwnika i rywal nic więcej. Zaczęłam swoje popisy z piłką. Jeden, drugi, trzeci, czwarty. Piłka dośrodkowana na głowę Łukasza, ale bramkarz przeciwników był czujny. Od razu zaczęli grę i ruszyli w stronę naszej bramki, ale w połowie stracili piłkę. Stałam obok ostatniego zawodnika Maczka (bo z nimi graliśmy). Po odzyskaniu przez nas piłki byłam z przodu tylko ja. Tomek posłał piłkę na połowę połowy boiska jak najszybciej do niej podbiegłam byłam sama z bramkarzem, a za plecami miałam 3 wkurzonych obrońców którzy chcieli zrobić mi krzywdę. Nagle czuje ból w kostce i upadam na ziemię. Sędzia zatrzymuje grę. Podbiega i sięga po czerwony kartonik. Wstaje o własnych siłach. Chcę wykonać ten rzut wolny dlatego prosiłam żeby nie wołali sztabu medycznego. Przy piłce stał już Mateusz.
- Proszę - powiedziałam do niego, a on udał się w stronę muru.
Popatrzyłam na Marco, który kiwnął twierdząco głową. Odeszłam 1,5 metra od piłki.
- Caroline Bosh - pomyślałam.
Gwizdek. Rozpędziłam się, wzięłam zamach i GOLLLL ! usłyszałam na trybunach. Zaczęłam biec w stronę Marco od podbiegł do barierek.
- Dziękuję że mnie tego nauczyłeś. To dla ciebie - pocałowałam go.
Wskoczyłam ponownie na murawę gdzie zaczęli mi gratulować koledzy z drużyny.
- 20 minuta spotkania. Gola dla gospodarzy strzela LENA ... - powiedział komentator.
- WOLFINGER - dokończyli kibice.
Zaczęli od środka. Podbiegłam do chłopaka który miał piłkę. Oczywiście odebrałam mu ją i ruszyłam do ataku. Biegł za mną. Gdy już nie dał rady uderzył mnie łokciem w plecy.
- Nie no serio ?! - krzyknęłam i upadłam na ziemię.
Druga czerwień.
- Jeszcze się policzymy su*o - powiedział i zszedł z boiska.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Pozdrawiam i całuję Jula :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz