Strony

Muzyka

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 12 - "Te róże są tak czerwone jak twoja krew"

(...)
Po 15 minutach byliśmy już na miejscu. Nie wiedziałam gdzie jesteśmy, ale był to czyjś dom. Na parkingu stał Auba z Zuzą, Majka z Leonardo ? Mitchell z Riri, Lewy z Anią i Nuri z Tugbą. Zaczęło się chujowo, bo Marco po wyjściu z auta poszedł otworzyć mi drzwi. Widział jak się trzęsę i złapał mnie odruchowo za rękę.
- Wy coś ten ? No ? - zdziwił się Nuri.
- Nie, nie - powiedziałam i szybko puściłam rękę Niemca.
- A może jednak ? - spytał.
- Nie. Mówię ci że nie. To nie - podniosłam delikatnie głos.
- Dobra dobra przepraszam - oznajmił.
- No spoko. Marco gdzie my jesteśmy ? - zapytałam.
- Pod domem Jonas'a. Chodź - uśmiechnął się i weszliśmy do środka.
- Witam Witam, a kogo my tu mamy. Marco Reus z śliczną panienką - śmiał się Jonas.
Widać że był już po dwóch głębszych.
- Jonas łapy precz. Jej tata jest naszym sponsorem więc nie będziesz chciał mieć z nim do czynienia. Jest albo zaraz będzie tu jej siostra z Aubą i jej przyjaciółka z Leo więc łapy precz od całej trójki, Bo jak nie to ja, Auba i Leoś się z tobą policzymy. A teraz wszystkiego najlepszego - odparł Marco i podał mu torebkę z winem.
- Dzięki stary - przytulił się do niego.
- No to spełnienia marzeń Hofmann - zaśmiałam się, a ten się do mnie przytulił.
- Mówiłem łapy precz - zmierzył go wzrokiem Reus.
- Podziękowałem tylko za życzenia. Wchodźcie już - jak powiedział tak zrobiliśmy.
- Misiu nie bądź tak zazdrosny wiesz że tylko ciebie kocham - szepnęłam Marco na ucho.
- Wiem kochanie, ale widziałem że jest pijany. Jeszcze by się do ciebie na moich oczach przykleił - czułam zdenerwowanie w jego głosie.
Po jakiś 15 minutach wszyscy byli w środku. Podeszłam do Mai zapytać czemu jest tu z Leo.
- Hej Maja możemy pogadać ? - zapytałam.
- Dobra chodź na pole - wskazała na taras i tam się udałyśmy.
Usiadłyśmy na leżakach i zaczęłyśmy gadać.
- Skąd znasz Leo i czemu tu z nim jesteś ? - zdziwiłam się.
- Leo poznałam wtedy co ty. Czyli na imprezie u Lewego. Fajnie nam się gadało więc dałam mu swój numer on mi swój numer i zadzwonił dzisiaj czy bym nie chciała z nim iść na urodziny Jonas'a zgodziłam się, a prawdę mówiąc Leo mi się podoba - uśmiechnęła się.
- Z tego coś będzie zobaczysz - zaśmiałam się.
W tej samej chwili ktoś zakrył mi oczy.
- Marcooo ! - krzyknęłam.
- Skąd wiedziałaś ? - posmutniał.
- Kobieca intuicja - odparłam.
- Dobra niech ci będzie. O czym rozmawiałyście ? - spytał.
Dobrze że rozmawiałyśmy po polsku, bo Niemiec nic nie rozumiał.
- A o szkole. 10 lipca będą wyniki czy się dostałyśmy na studia - oznajmiłam.
- Idziesz na studia ? To super. Jaki kierunek ? - zapytał.
- Obydwie idziemy. Maja na fotografię, a ja na psychologię - powiedziałam i wstałam z leżaka.
Wróciliśmy do domu Hofmann'a. Zabawa się rozkręcała. Nagle podszedł do mnie Lewandowski.
- To dzisiaj co puszczamy ? - spytał.
- Kwiatkowskiego - zaśmiałam się ironicznie.
- "Nie zmienisz mnie" ? - zapytał co mnie zdziwiło.
- Serio masz Kwiata na telefonie ? Puszczaj - krzyknęłam do niego, bo już się oddalał.
Skończyła się piosenka i głos zabrał Lewy.
- Witam wszystkich. Mam nadzieję że się dobrze bawicie - tu usłyszał krzyki i gwizdy.
- Jest tu jedna dziewczyna. Ma polskiego idola. Posłuchajcie jednej jego piosenki - powiedział i zszedł ze sceny, a z głośników zaczęła lecieć muzyka.
- Zatańczysz ? - spytał Lewy.
- No pewnie. Dziękuję - odparłam, a on złapał mnie za rękę i pociągnął na środek parkietu.
Tańczyliśmy całą piosenkę razem śpiewając.
- Lubisz Dawida ? - zdziwiłam się.
- No tak - uśmiechnął się.
Tak szybko przeleciała nam piosenka. Po skończonym tańcu Robert się poszedł czegoś napić, a do mnie podszedł Marco.
- Twój idol prawda ? - spytał.
- Tak - odparłam.
- Tańczysz ? - zapytał.
- Z tobą zawsze - w tej chwili leciała jedna z moich ulubionych piosenek
Tańczyłam wtulona w Niemca. Czułam że większość ludzi na sali patrzy się na nas. Podniosłam na chwilę wzrok i zobaczyłam ludzi, którzy tworzyli kółko i z rąk tworzyli serduszka. Czułam się jak na dyskotece w szóstej klasie. Tylko partnera miałam o wiele lepszego. Po skończonej piosence każdy się rozszedł. A do mnie podszedł Nuri i chciał zatańczyć. Zgodziłam się. Później tańczyłam z Kubą, Łukaszem, Svenem, Ilkayem, Mitchell'em, Marco, Lewym, Aubą, Jonas'em, Leo, Mikim,Olivierem, Moritzem. Zdziwiło mnie to że Leitner był obecny, ale później sobie przypomniałam że on bardzo się lubił z Jonas'em, ale zdziwiło mnie że na imprezie u Lewego go nie było. Może mu coś wypadło. Podeszłam do Zuzi.
- Zuza chuchnij - rozkazałam.
Chuchnęła, ale nie wyczułam od niej alkoholu. To samo zrobiłam z Mają, też nie piła. Wzięłam je za rękę i poszłam do Niemca.
- Reus do cholery miałeś nie pić - krzyknęłam widząc go z drinkiem.
- To nie dla mnie. To dla Jonas'a prosił mnie więc mu idę zanieść. Nie denerwuj się. Stało się coś ? - zdziwił się.
- Idź zanieść i przychodź tu - rozkazałam.
Jak już wrócił kazałam mu chuchnąć. Też nic nie pił.
- Odwieź nas do domu. Jest już trzecia - powiedziałam.
Marco wziął szybko kluczyki. Kurtkę i szliśmy do jego samochodu, gdy nagle zza innego auta wyskoczył nie kto inny, a mój były. Kuba. Złapał mnie w pasie.
- Weź ją zostaw - krzyknął Marco.
Widziałam jak Zuza z Mają pobiegły do domu Jonas'a.
- Bo co mi lalusiu zrobisz - jego ręka wędrowała poniżej mojego pasa.
- PUŚĆ JĄ !! - krzyknęli Ilkay, Lewy, Łukasz, Nuri, Miki wybiegający z domu.
W tym samym momencie Kuba mnie puścił. Upadłam na ziemię, ale w miarę szybko się podparłam rękami i nie uderzyłam głową o kostkę. Cholernie zaczęła boleć mnie ręka. Nie dziwię się. Uderzyłam z dużą mocą o ziemię. Kuba zaczął uciekać, a Lewy, Marco, Miki i Nuri zaczęli go gonić. Nie musieli długo biec złapali go szybko. W porównaniu do nich był wolny. Do mnie podbiegł Łukasz, Ilkay, Zuza i Maja. Zaczęli się wypytywać co się stało i czy mnie coś boli. Powiedziałam im że tylko ręka.
- Zadzwonię po karetkę - oznajmił Łukasz wyciągając telefon.
- Nie Piszczek. Obiecuję że rano pojadę do lekarza. Marco pojedzie ze mną - odparłam, a ten schował telefon.
Chłopcy przytargali Kubę. Zaczęli wszyscy na niego wrzeszczeć. W tym samym momencie policja na sygnale zatrzymała się pod domem Jonas'a.
- Dobry wieczór. Pani Maja ? - zapytał Mai.
- Tak. Oto on - wskazała na Kubę.
Pan oficer wyciągnął kajdanki i skuł Kubę. Do mnie podbiegła pani policjant.
- Nic pani nie jest ? - spytała.
- Nie, ale boli mnie ręka. Nie mogę nią ruszyć. Upadłam na nią - oznajmiłam.
Zaraz po moich słowach zjawiła się karetka.
- Dobrze że nie uderzyła pani głową o kostkę tylko ręką - uśmiechnęła się.
Powiedziała wszystko lekarzowi. Pomogli mi wstać i kazali wsiąść do karetki.
- Do jakiego szpitala ją zabieracie ? - zapytała Zuza.
- Do Clinic im Centrum Dortmund - uśmiechnął się lekarz i zamknął drzwi do karetki.
Widziałam z oczach Reus'a łzy. 
- Wsiadajcie - krzyknął do Mai i Zuzki.
Przyjechaliśmy pod szpital. Weszliśmy do sali z numerem 11. 
- Będzie pani tu musiała zostać do popołudnia. Niech mi pani poda numer do rodzica - oznajmił lekarz.
Posłusznie podałam mu numer ojca. 
- Zaraz zabierzemy panią na prześwietlenie, ale złamanie gwarantowane - zmieszał się.
- Dobrze dziękuję, a tak mniej więcej kiedy będę mogła grać ? - spytałam.
Popatrzył się na mnie dziwnie.
- Zależy od złamania, ale to powiem pani po wynikach - uśmiechnął się, a do sali wszedł Marco, Zuza, Maja i tata.
- Nic ci nie jest ? - zaniepokoił się tata.
- Nie, ale złamanie gwarantowane - odparłam, a ten poszedł do lekarza.
Kątem oka patrzyłam na Niemca który mi się przyglądał. Cały czas miał łzy w oczach.
- Proszę do mojego gabinetu - powiedział lekarz do taty i wyszli.
- Maja, Zuza zostawicie nas samych ? - spytałam, a te przytaknęły i wyszły z sali.
- Martwiłem się - powiedział siadając obok mnie i łapiąc mnie za rękę.
- Robiłam to samo jak doznałeś kontuzji. Jeszcze cię nie znając, ale wyjdę z tego i będę grać - uśmiechnęłam się.
- Zabije tego dupka jak tylko wyjdzie z więzienia - zdenerwował się.
- Jest w więzieniu ? Ile dostał ? - zadawałam pytania.
- Tyle ile może. Z napaść i spowodowanie uszczerbku na zdrowiu 2 lata - spuścił wzrok.
- Kochanie nie martw się będzie dobrze. Założą mi gips i wrócę z tobą do domu - pocałowałam go w policzek.
- Ale co najmniej miesiąc nie będziesz grała. To moja wina nie złapałem cię jak upadałaś. Nic nie zrobiłem żeby ci pomóc - znowu zaszkliły mu się oczy.
- Nie mów tak. Najważniejsze że będę z tobą więcej czasu spędzać. Gra w piłkę jest dla mnie ważna, ale ty jesteś najważniejszy. Kocham cię - otarłam łzę która spływała po jego policzku.
- Ja ciebie też Lenuś - powiedział i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
Chwilę później weszła pielęgniarka.
- Przepraszam że przeszkadzam, ale muszę zabrać panią Lenę na prześwietlenie - uśmiechnęła się i pomogła mi wstać.
Po prześwietleniu wyszło że złamanie jest z delikatnym przemieszczeniem i musieli nastawić mi rękę. Włożyli ją do gipsu i mam przyjść ściągnąć za 3 tygodnie, a nie mogę grać 5 tygodni. Nie zrobili tak jak mówili. Wypisali mnie od razu. Ze szpitala wyszłam ze zwieszoną głową. Musiałam wyglądać cudnie. W sukience, szpilkach, za bandażowanej nodze, bo krew się gdzieś lała od upadku i z gipsem.
- Proszę na siebie uważać - krzyknął lekarz, a ja weszłam do samochodu Marco.
Jechaliśmy w ciszy. Reus za kierownicą, ja obok, a dziewczyny i tata w środku.
- Czemu nie powiedziałaś że wychodzisz na imprezę ? - przerwał ciszę tata.
- Całe dni nie ma cię w domu, a jak jesteś to tylko na noc. Prawie się nie widzimy. Sama nie wiedziałam gdzie idę Marco chciał mi zrobić niespodziankę - zaczęłam płakać.
Teraz to już wyglądałam koszmarnie z rozmazanym makijażem. Tata się nie odezwał ani słowem. Dalej jechaliśmy w ciszy. Pod domem Niemiec nas wysadził i sam chciał jechać do siebie, ale powiedziałam mu że ma wejść na chwilę do środka. Wszyscy weszliśmy. Kazałam im usiąść na kanapie w salonie. Nikt nie wiedział co jest grane.
- Powiemy im to co Mai dzisiaj. Niech wiedzą - szepnęłam do Reus'a, a ten tylko przytaknął.
- Wiem że wyda się wam to głupie i idiotyczne że teraz. Tak szybko, ale ja i Marco jesteśmy razem - mina mojego taty nie wróżyła nic dobrego.
- Kocham pana córkę i chce z nią być. Mam nadzieję że pan pozwoli na ten związek - tata wstał i podszedł do Niemca.
Wziął jego rękę uścisnął i przytulił piłkarza. On oczywiście odwzajemnił gest.
- Jeśli moja córka ma być szczęśliwa to tylko z tobą. Dbaj o nią i nie pozwól skrzywdzić - powiedział i puścił go.
- Dziękuję. Obiecuję - odparł.
- Ale proszę na razie nikt oprócz was ma nie wiedzieć. Nie chcemy zamieszanie że znamy się kilka dni i już jesteśmy razem. Ujawnimy się po miesiącu związku - uśmiechnęłam się.
- To co Marco zostajesz dzisiaj z nami ? - spytał ojciec.
- Przepraszam, ale muszę wracać do siebie może innym razem - uśmiechnął się.
Podszedł do mnie dał mi buziaka w policzek, pożegnał się z wszystkimi i wyszedł.
- To jest super chłopak - mówił tata.
- Zakochani są wspaniali - oznajmiła Zuzia, a ja się tylko zaśmiałam.
- Ja idę spać. Dobranoc - powiedziałam i udałam się na górę. 
Wzięłam pierwszą z brzegu piżamę i poszłam się umyć. Nie było problemu, bo miałam lekki gips, a z nim się można myć. Wyglądał tak. Wyszłam z pod prysznica. Ubrałam się i poszłam do łóżka. Dostałam SMSa. 
*Mam nadzieję że jeszcze nie śpisz.
Patrz co dostałem. Jeszcze przed "wypadkiem"
Kocham Cię śpij dobrze :**
Do SMSa dołączył zdjęcie. Zdjęcie było z wczorajszej/dzisiejszej imprezy. Jak tańczymy. Było prze cudowne.
*Jeszcze nie śpię.
Zdjęcie jest śliczne dziękuję.
Też cię kocham. Dobranoc :**
Musiałam zasnąć z telefonem w ręku, bo o 12:00 zaczął wibrować. Szybko odebrałam.
- Halo - powiedziałam zaspanym głosem.
- Lena ? Co się stało ? Czemu masz gips ? - widać ktoś się denerwował.
- A z kim mam przyjemność rozmawiać ? - zdziwiłam się.
- Jak to z kim. Szef Watzke, a teraz mów - odparł.
- To było tak - zaczęłam opowiadać.
Po skończonej opowieści szef był zszokowany.
- To zdrowiej. Na sezon musisz być gotowa. Pojedziesz z nami na obóz przygotowawczy ? - spytał.
- Pewnie że tak, a gdzie ? - zapytałam.
- Tam gdzie chłopcy. Do Bad Ragaz - odparł.
- Mi akurat gips ściągają 27 więc pojadę i będę ćwiczyć - powiedziałam promiennie.
- Ale podobno jeszcze 2 tygodnie po zdjęciu gipsu nie możesz grać - zdziwił się.
- Grać nie będę, ale ćwiczyć mogę. Jakieś bieganie, podawanie, kapki itd - oznajmiłam.
- Dobrze, a będziesz w czwartek na pierwszym treningu ? - spytał.
- Jasne. Jak mi się uda to powstrzymam Reus hahaha - zaczęłam się śmiać.
- Czemu tak ? - widocznie się zszokował.
- Nie może przecież patrzeć na śliczne dziewczyny co gonią za piłką, bo to będzie grzech - uśmiechałam się.
- No tak hahaha. Dobra ja nie przeszkadzam i przepraszam że cię obudziłem - powiedział i się rozłączył.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę ! - krzyknęłam, a moim oczom ukazała się sylwetka Niemca.
- Misioo ! - wskoczyłam mu na szyję.
- Hej kochanie - powiedział i mnie pocałował w policzek.
- Tęskniłam - oznajmiłam.
- Ja też i to nie wiesz jak bardzo - odparł.
- A teraz chodź idziesz zjeść obiad i jedziemy na stadion do chłopaków. Uwielbiam patrzeć jak zkacowani biegają po boisku hahaha - zaczął się śmiać piłkarz.
Zeszliśmy na dół, a tam czekał już na nas obiad.
- Sam robiłeś ? - zdziwiłam się.
- Tak - uśmiechnął się.
- Smacznego - powiedziałam i zaczęłam zajadać.
- Posiłek piłkarza. Czyż nie ? - zapytałam.
- Zgadza się. Musisz dbać o formę jak nie grasz, bo mi jeszcze chudzielcu zgrubniesz - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne. Odezwał się ten gruby - wytknęłam mu język.
- Smakuje ci księżniczko ? - spytał, a ja przytaknęłam.
- Nie wiesz gdzie jest tata, Zuza i Maja ? - zdziwiłam się że tak cicho w domu.
- Przyjechałem tu była 9:00. Twojego taty już nie było. Otworzyła mi Zuza która właśnie wychodziła na miasto z Mają i Riri - oznajmił.
- I co ty tu 3 godziny robiłeś ? - zdziwiłam się.
- Byłem u ciebie w pokoju. Patrzyłem na ciebie, a że tak słodko spałaś zrobiłem ci zdjęcia i wyszedłem żeby cię nie budzić. Poszedłem na dół i włączyłem fifę i zasnąłem przy niej, bo jak wstałem była 11:30. Pomyślałem że zrobię obiad i pójdę cię budzić. Więc zacząłem robić, a jak już skończyłem usłyszałem że z kimś gadasz. Poczekałem jak skończysz i poszedłem do ciebie, a ty wiesz jak dalej było - wyszczerzył swoje śnieżnobiałe zęby.
- Zdjęcia mi robiłeś ? Pożałujesz tego kochaniutki, ale to dopiero jak zjem - odparłam i zaczęłam jeść.
Dalej jedliśmy w ciszy. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam, a w drzwiach stał kurier.
- Pani Lena Wolfinger ? - spytał.
- Tak to ja - oznajmiłam.
- Proszę tu podpisać - pokazał mi kartkę.
Podpisałam i weszłam z bukietem róż do domu.
- Skąd to masz ? - zdziwił się Marco.
- Kurier był i mi dał - uśmiechnęłam się.
- Ktoś podrywa moją dziewczynę ? - zdziwił się Marco.
- To nie od ciebie ? - przeraziłam się.
- Nie. Jest karteczka czytaj - rozkazał.
Na karteczce był wydrukowany napis : 
"Te róże są tak czerwone jak twoja krew.
Twój laluś ci nie pomoże.
 Mój brat przez ciebie ma 2 lata więzienia tylko dlatego że cię kocha, a ty wybrałaś tego lalusia.
 Jeśli nie ty to on"
Wypuściłam kartkę i bukiet z ręki i zaczęłam płakać.
- Kochanie co jest ? - podniósł kartkę i przeczytał.
- Nic ci nie zrobią. Nie bój się. Pójdziemy na policję i złapią tego szaleńca - przytulił mnie do siebie.
Rozpłakałam się jeszcze bardziej i pokazałam ręką na okno które prowadziło na taras. To co tam było było straszne.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jak myślicie co Lena zobaczy ? 
Przykro mi, ale kolejny rozdział będzie 13 sierpnia, ponieważ ja jadę jeszcze na wakacje tym razem z rodziną, ale jak nad morzem będzie WiFi to obiecuję że coś krótkiego napiszę, ale nie co 2 dni tylko jeden na cały wyjazd. Jak zdążę tez napiszę jeszcze jutro rozdział i dodam przed wyjazdem. Jonas ma urodziny 16 lipca, a tu jest teraz już 6 lipca, ale robił urodziny wcześniej :)
Borussia wygrała 10:0 wczoraj Ciro strzelił 2 bramki, Ji też dwie, Aubameyang też dwie, Miki jedną, Jonas jedną z karnego, Ramos też jedną i Maruoka jedną :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥

Pozdrawiam i całuję Jula :*

1 komentarz: