Bałam się odwrócić, bo wiedziałam co tam mogę zobaczyć, ale w końcu razem z Mają obróciłyśmy się. Moje przeczucia były trafne. Jak tylko to zobaczyłam łzy zaczęły napływać mi do oczu, ale nie ze smutku ze szczęścia. Stać i patrzeć jak ci biją brawo za coś co ci naprawdę idealnie wyszło to jest wyczyn. Ukłoniłam się i zaczęłam podążać w ich stronę.
(...)
Szłam przed siebie. Dużo nie widziałam, bo oczy miałam we łzach. Złapałam Maję za rękę i mocno trzymałam. Moje ręce całe się trzęsły. Nie wiedziałam co oni tutaj robili i od jak dawna nas obserwowali. Cały czas miałam spuszczoną głowę nie dawałam rady na nich patrzeć
- Hej - powiedzieli chórem jak byliśmy nie całe 20 metrów od nich.
- Część - odpowiedziała Maja.
Kątem oka widziałam że patrzyli na mnie, ale ja nie chciałam podnosić głowy.
- To co zrobiłaś było genialne. Idealnie ci to wyszło - powiedział Robert.
Podniosłam głowę. Uśmiechnęłam się lekko, ale dalej do moich oczu napływały łzy.
- Dziękuję - odparłam i znów mój wzrok powędrował na murawę.
- Coś się stało ? - nie uszło to uwadze Auby.
- Nie nic. Po prostu widzieć jak piłkarze klasy światowej patrzą i biją ci brawo za coś co naprawdę ci idealnie wyszło to wielki szok. A te łzy to ze szczęścia lecą - oznajmiłam i wyprostowałam się dumnie.
- Jak tu nie klaskać jak to wyglądało ślicznie ? - spytał Auba.
- No nie wiem. Nigdy nie widziałam żadnej sztuczki idealnej chyba że w telewizji. Długo na nas patrzyliście ? - odwzajemniłam pytanie.
Widziałam smutek w oczach jednego z nich, a mianowicie Marco. Marco Reus'a tego znakomitego piłkarza. Nie odzywał się, martwiło go coś, ale nie chciałam się mieszać w jego sprawy życiowe.
- Zdecydowanie długo żeby zobaczyć że obie macie talent do grania w nożną. Prawda Reus ? - zapytał Robert i szturchnął kolegę.
- Co mówiłeś ? Aaaa... Tak macie talent do gry - uśmiechnął się blondyn.
- A tak w ogóle jak weszłyście na murawę i jak weszłyście na stadion, bo przecież dzisiaj nie mamy treningu z widzami, a tak w ogóle nie mamy treningu - zdziwił się Auba.
- HAHAHAHAHAHAHAHAHAHA - wybuchnęłyśmy nie pohamowanym śmiechem przypominając sobie ochroniarza, który prosił mojego tatę o autograf.
- Długa historia - powiedziała Maja widząc miny chłopaków.
- My już pójdziemy, bo muszę się dowiedzieć czy tata załatwił coś co miało by dotyczyć ciebie Lewy i odkupienia cię tu do nas znowu - wyszczerzyłam swoje śnieżno-białe zęby.
- Cooo ?! - zdziwił się Lewandowski.
- Nic nic. Mam nadzieję że wkrótce się spotkamy. Pa Auba. Pa Robert. Cześć Reus - rzuciłam i poszłam.
Maja pożegnała się z nimi podobnie do mnie i pobiegła za mną. Chłopcy patrzyli się za nami. Najbardziej zaskoczyło mnie zachowanie Marco, ale to może przez kontuzję ? Poszłyśmy do gabinetu prezesa. Moja siostra stała przed salą.
- Dziewczyny nie wierzycie kogo widziałam - powiedziała.
- Oświeć nas - uśmiechnęłam się.
- Marco Reus'a - oznajmiła.
- Rozmawiałaś z nim ? - zapytała Maja.
- Nie. Jakiś taki nieobecny był albo smutny ? Ja tam się nie znam - zmieszała się Zuza.
- My też go widziałyśmy, ale był z Lewym i Aubą - odparła Maja.
Opowiedziałyśmy całą historię. Zuza słuchała nas z zainteresowaniem i do tego zdziwieniem.
- Ja idę po kawę chce któraś ? - spytałam moich towarzyszek.
Żadna nie chciała więc ruszyłam do kafejki. Spotkałam tam tego zamyślonego lub smutnego Reus'a który miał taki sam pomysł jak ja i kupował kawę. Stanęłam na nim tak jakby w kolejce. Chyba nie widział że za nim stoję, bo obrócił się zrobił krok i ...... Bumm. Zostałam oparzona gorącą kawą. Sprzedawczyni szybko oblała mnie zimną wodą żeby złagodzić ból.
- Jezu jaka ja jestem ciota. Bardzo cię przepraszam ja naprawdę nie chciałem. Nie wiedziałem że stoisz za mną - tłumaczył się blondyn.
- Nie tłumacz się zdaje sobie z tego sprawę że to był wypadek - uśmiechnęłam się do przestraszonego Reus'a.
- Przyszłaś po coś ? - spytała sprzedawczyni z uśmiechem jak już wstałam i się wycierałam.
- Tak. Poproszę kawę - odwzajemniłam uśmiech.
- No to dwie kawy. Ja płacę jako wynagrodzenie - powiedział Marco.
- Nie. Zapłacę sama - odparłam.
- Ja zapłacę chociaż raz - oznajmił, a ja się już nie sprzeciwiłam.
- Ehhh... Gdzie moje maniery jestem Marco. Marco Reus - wyciągnął do mnie rękę.
- Lena Wolfinger. Miło mi cie poznać - uśmiechnęłam się.
- Mi Ciebie również. Byłaś świetna - powiedział.
- Co ? Ja ? Gdzie ? Kiedy ? - zdziwiłam się.
- Tak ty. Jak robiłaś przewrotkę na boisku. Dzisiaj - odparł.
- Aha dziękuję. Ja muszę już iść do zobaczenia Marco - uśmiechnęłam się i odwróciłam.
Już miałam iść, ale blondyn złapał mnie za nadgarstek.
- Idziesz, ale ze mną na murawę. Świeci tam słońce więc to dobre miejsce dla ciebie żebyś wyschła - oznajmił i poszliśmy.
Usiedliśmy w słońcu popijając kawę.
- Długo grasz w piłkę ? - zapytał.
- Od 8 lat,ale amatorsko a ty ? - teraz ja zadawałam pytanie.
- Od 15 lat - powiedział i położył się na murawie.
- Grasz bardzo dobrze wiesz ? - spytałam, a ten odwrócił się w moją stronę i się uśmiechnął.
- Dziękuję, ale ja gram przeciętnie. Nie jesteś Niemką prawda ? - zaskoczyło mnie to pytanie.
- Nie nie jestem, a po czym stwierdziłeś ? - zapytałam.
- Jesteś ładna i nie mówisz akcentem niemieckim - odparł.
- Dziękuję. Dlaczego byłeś dzisiaj taki nieobecny przy naszym pierwszym spotkaniu ? - wymienialiśmy się pytaniami.
- Mam nie małego doła. Moi koledzy dobrze radzą sobie w Brazylii, ale beze mnie. Chciałem tam pojechać to było moje marzenie - posmutniał.
- Wiem, ale zobaczysz za 4 lata będziesz jeszcze lepszy i pojedziesz - uśmiechnęłam się na co Niemiec delikatnie się zaśmiał.
- Jesteś z Polski prawda ? - spytał.
- Tak, ale jak to stwierdziłeś ? - no tak nasza rozmowa na pytanie odpowiadamy pytaniem.
- Podobno Polki są najładniejsze - odparł.
- Tekst z internetu - szturchnęłam go.
Dopiliśmy kawę.
- Marco wiem że znamy się do 2 godzin, ale mam do ciebie prośbę - powiedziałam z nutką nadziei w głosie.
- Słucham cię - oznajmił Reus.
- Czy mógłbyś nauczyć mnie strzelać wolne. Umiem je strzelać, ale chciałabym tak jak ty. Wiem że masz kontuzję, ale czy chociaż raz kopnąć piłki nie możesz ? - zapytałam i czekałam na reakcję.
Uśmiechnął się. Złapał mnie za rękę. Nie protestowałam i pociągnął za sobą do piłek leżących na murawie. Puścił mnie. Ustawił dwie piłki 30 metrów od bramki. Domyśliłam się że jedna jest dla niego druga dla mnie. Zawołał mnie do siebie. Podeszłam stanęłam tak jak on czyli około 1,5 metra od piłki.
- Patrz na piłkę. Wyobraź sobie że to jest coś czego nienawidzisz i chcesz kopnąć jak najdalej, ale nie kopnij byle gdzie. Wymyśl sobie cel. Pomyśl że musisz tam strzelić tam. Spróbuj strzelić tam gdzie chcesz. No dawaj próbuj - oznajmił.
Popatrzyłam przed siebie na lewe okienko bramki. To był mój cel. Zamknęłam na chwilę oczy. Pomyślałam o czymś czego nienawidzę. Pusta szkolna diva. Emilia Warta. Dziewczyna której nienawidzę. Rok młodsza, a do tego całowała się z chłopakiem mojej siostry. Wzięłam rozbieg i kopnęłam. Piłka wpadła tam gdzie chciałam. Lewe okno.
- Czy dalej mam ci dawać rady ? - zapytał Marco.
Podbiegłam do niego i się przytuliłam.
- Dziękuję - powiedziałam i oderwałam się od niego.
- Nie ma za co po prostu masz talent. Mam nadzieję że zobaczę cie kiedyś w akcji - uśmiechnął się.
- Przepraszam za to - odparłam.
- Nie no spoko wiem emocje górą - zaśmiał się, a ja się chyba zarumieniłam.
- Marco, a mógłbyś ty kopnąć ? - spytałam.
- Jasne, ale jeden jedyny raz, ale jest jeden warunek - oznajmił.
- Jaki ? - zdziwiłam się.
- Strzelisz w tym samym momencie co ja dobrze ? - zapytał.
- Dobra to jaki cel ? - spytałam.
- Każdy wybiera swój cel - uśmiechnął się.
Pobiegłam po swoją piłkę, która była w bramce. Ustawiłam ją równo z piłką Marco, ale w odstępie 4 metrów.
- 3, 2, 1 JUŻ ! - krzyknął Marco.
Kopnęliśmy. Jak się okazało w ta samo miejsce. Środek bramki. Zaczęłam się śmiać. Reus razem ze mną.
- Przypadek ? - powiedziałam między napadami śmiechu.
- Nie sądzę - odparł blondyn i tarzaliśmy się po murawie.
- Widzę że wesoło tu macie - usłyszałam głos mojego taty który stał 50 metrów od nas z Zuzą i Majką.
Wstaliśmy. Ogarnęliśmy się i poszliśmy do mojego taty.
- Tato to Marco Reus. Reus to jest mój tata Karol Wolfinger - powiedziałam, a oni podali sobie ręce.
- A to moja siostra Zuzia i przyjaciółka Maja - dokończyłam i podszedł się przedstawić dziewczyną.
- Pan jest Karol Wolfinger ten szef wytwórni "Marcon" ? - zdziwił się Reus.
- Tak, a ty jesteś ten Marco Reus piłkarz Borussii Dortmund i reprezentacji Niemiec którego zdjęcie moje córki mają w pokojach na ścianie ? - zaśmiał się ojciec.
- Chyba tak - uśmiechnął się i popatrzył na mnie Marco.
- Powiesz nam czemu nie wróciłaś do nas ? - zapytała Maja.
Opowiedziałam im całą historię, a oni śmiali się z nami jak opowiadałam o wolnym.
- Dobra to my już się będziemy zbierać. Pa Marco miło było cię poznać - powiedział ojciec.
Dziewczyny tak samo się pożegnały, a ja szłam wolniej z Marco.
- Ciekawą masz rodzinkę - zaśmiał się Niemiec.
- Nie narzekam na nudę - uśmiechnęłam się.
- Lena ? - zaczął Marco.
- Tak blondasku ? - odparłam.
- Dasz mi swój numer ? Może byśmy się kiedyś umówili na kolejne wolne ? - spytał Reus na co ja się zaśmiałam.
- No to daj mi długopis - powiedziałam, a on z kieszeni wyciągnął marker.
- Może być ? - zapytał, a ja się zaśmiałam.
- Skąd go masz ? - spytałam.
- Nieraz spotykam fanów a nie mają nic do pisania. Na dawaj napisz na ręce - podał mi marker.
Napisałam mu ten numer.
- Mam do ciebie prośbę. Mam nadzieję że ostatnią dzisiaj - uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił.
- No to mów - odparł i delikatnie się zaśmiał.
- Mogę z tobą zdjęcie ? - zapytałam nieśmiało na co się tylko uśmiechnął i przytaknął.
Ustawiliśmy się na tle trybun i murawy i zrobiliśmy tak zwane selfie. Trochę śmiesznie to wyglądało, bo blondyn miał 180cm, a ja 170cm. 10 centymetrów różnicy. Przytuliłam go za pożegnanie i pobiegłam gonić rodzinkę. Siedzieli już w aucie.
- Tato ! Opowiadaj co z tym sponsoringiem - wypaliłam.
- Wiesz to nie jest takie proste dla mnie nie wiem czy zrozumiesz. Boję się że wpadniesz w histerię - odparł smutny.
- Czyli jednak nie ? - posmutniałam.
- Wpadniesz w histerię, ale euforii - dodała Zuza.
- CZYLI ?! - już nie wytrzymałam.
- Czyli twój tatuś jest sponsorem Borussii Dortmund - krzyknął, a ja go pocałowałam i mocno przytuliłam.
- Jejku, ale się ciesze - ten dzień mogę zaliczyć na razie do udanych.
Chodź była dopiero 15, aż 3,5 godziny spędziłam na SIP. Poszłam się przebrać, bo miałam na sukience brązową plamę z kawy. Zrzuciłam z siebie brudne ubrania, wzięłam zimny prysznic i założyłam śliczny zestaw i usiadłam na łóżku. Włączyłam laptopa i postanowiłam dodać to zdjęcie z Reus'em. Opis do zdjęcie był prosty "Wariat ♥" oznaczyłam Marco, a nie było to trudne, bo zaprosił mnie do znajomych. Po kilku sekundach miałam 50 like'ów. Po 5 minutach 1.000 like. Nie zniosłam już tego dźwięku powiadomień wiec wylogowałam się. W tym samym momencie jak odkładałam laptopa do pokoju wpadła Maja z Zuza.
- Jezu, ale słodkie macie to zdjęcie - zaczęła Maja pokazując mi nasze zdjęcie w telefonie.
Było był pod nim 3.000 like no, ale trzeba przywyknąć piłkarz. Było 10 komentarzy Maja mi dała telefon żebym poczytała. Jeden komentarz sprawił uśmiech na mojej twarzy, a mianowicie komentarz od blondyna. Dodał zdjęcie, a mianowicie screena swojej tapety, a na tapecie było właśnie to zdjęcie i napisał "Moja najlepsza uczennica. Uczeń dogonił mistrza :P" Dziewczyny śmiały się ze mną.
- Nie bądź gorsza ustaw też sobie to zdjęcie na tapetę - zaproponowała Zuza.
- Dobry pomysł - chwyciłam za iPhone'a i zmieniłam tapetę.
Dziewczyny miały racje to zdjęcie było mega słodkie, ale to tylko dzięki Marco. Nagle dostałam SMSa od jakiegoś nieznanego numeru.
"Nasze pierwsze i na pewno nie ostatnie spotkanie. Marco :*"
Od razu odpisałam.
"Nie bądź tego taki pewny blondynku:* Masz taką tapetę jak ja ;)"
Nie dostałam już SMSa, ale zadzwonił.
- Przepraszam że nie odpisałem, ale nie chce mi się pisać - odparł.
- Ja też wolę słyszeć twój głos - oznajmiłam.
- Jak słodko - zaśmiał się Marco.
- Kiedy następne zdjęcia i nauka może sztuczek ? Co ty na to ? - spytałam.
- Kiedy tylko zechcesz - czułam że się uśmiecha.
- Co ty na to żeby się umówić w piątek 4 lipca ? - zaproponowałam.
- Dobrze. Na murawie Signal Iduna Park - odparł Niemiec.
- Tak. Gra się tam cudownie - rozmarzyłam się.
- Wiem, a ja są kibice to jeszcze lepiej. Widziałaś ile masz like pod zdjęciem ze mną ? Stajesz się fejmem - zaśmiał się Reus.
- Po kilku minutach się wylogowałam, bo denerwował mnie dźwięk powiadomień. Współczuje ty to masz codziennie - oznajmiłam.
- A widziałaś komentarz ? - zapytał.
- Tak. Było wtedy 3.000, ale teraz nie wiem ile jest oświeć mnie - odparłam.
- 30.000 like - powiedział dumnie.
Zakrztusiłam się jabłkiem które właśnie jadłam.
- Wow ! No, ale jednak zdjęcie z piłkarzem - oznajmiłam.
- A widziałaś ten komentarz Lewego ? - spytał piłkarz.
- Nie. Jaki komentarz ? - zdziwiłam się i od razu chwyciłam laptopa.
- Sama zobacz - zaśmiał się Marco.
Zalogowałam się na Facebook'u i weszłam w powiadomienia. Reus miał rację 31.000 like. Weszłam w komentarze. Długo nie musiałam szukać, bo komentarz Roberta był najbardziej lajkowany, a brzmiał tak " "Blondynek znalazł dziewczynę na boisku" już widzę te nagłówki Niemieckich gazet haha". Zaczęłam się śmiać na co Marco też wybuchł śmiechem. Było 40 odpowiedzi na ten komentarz Lewandowskiego, ale znowu jako pierwszy ty razem był komentarz Marco "Lewusku ty to umiesz żartować. Nie jesteśmy razem :)" Przeczytałam kilka komentarzy, ale dużo było typu "Zazdro", "Wygrałaś życie" itd. Porozmawiałam jeszcze chwilę z blondynem i poszłam na obiad na który wołał mnie tata. Zbliżała się godzina 16.00 więc postanowiłam iść do ogrodu w którym stały 2 metrowe bramki. Wróciłam do domu. Ubrałam moje ulubione korki, a miałam ich 3 pary, wzięłam piłkę i wyszłam na "boisko". Zrobiłam kilka trików kilka strzałów na bramkę i wykonałam rzuty wolne a'la Marco Reus. Ze zmęczenia usiadłam na trawie.
- Co już zmęczona ? Nie ma się tej formy co w Gorzowie ? - zaśmiała się Maja.
- No widzisz Maju. Zagrasz ze mną ? Ja na tą bramkę i ty na tamtą jeden na jeden - zapytałam.
- Z miłą chęcią tylko pójdę po korki - uśmiechnęła się i zniknęła.
Po 3 minutach wróciła, a na nogach miała śliczne korki. Miałam takie same. Tak jak ja Maja miała 3 pary butów do gry w piłkę nożną.
- To zaczynamy - zawołałam i zaczęłyśmy grać.
Jak zawsze wygrałam z nią. Było 4:5 dla mnie.
- Na dzisiaj koniec - uśmiechnęłam się i poszłam do domu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To mamy 4 rozdział :) Mam nadzieję że się podoba :) Dziękuję osobą które to czytają za to że dają mi power'a do pisania kolejnych rozdziałów. Rozdziały powinny być co 2 dni, ale ja uda mi się wcześniej to będzie wcześniej :) Czasami rozdział może pojawić się po 3-4-5 dniach, ale to ze względu na to że są wakacje :) Dziękuję :)
Pozdrawiam Jula ♥
- Ja też wolę słyszeć twój głos - oznajmiłam.
- Jak słodko - zaśmiał się Marco.
- Kiedy następne zdjęcia i nauka może sztuczek ? Co ty na to ? - spytałam.
- Kiedy tylko zechcesz - czułam że się uśmiecha.
- Co ty na to żeby się umówić w piątek 4 lipca ? - zaproponowałam.
- Dobrze. Na murawie Signal Iduna Park - odparł Niemiec.
- Tak. Gra się tam cudownie - rozmarzyłam się.
- Wiem, a ja są kibice to jeszcze lepiej. Widziałaś ile masz like pod zdjęciem ze mną ? Stajesz się fejmem - zaśmiał się Reus.
- Po kilku minutach się wylogowałam, bo denerwował mnie dźwięk powiadomień. Współczuje ty to masz codziennie - oznajmiłam.
- A widziałaś komentarz ? - zapytał.
- Tak. Było wtedy 3.000, ale teraz nie wiem ile jest oświeć mnie - odparłam.
- 30.000 like - powiedział dumnie.
Zakrztusiłam się jabłkiem które właśnie jadłam.
- Wow ! No, ale jednak zdjęcie z piłkarzem - oznajmiłam.
- A widziałaś ten komentarz Lewego ? - spytał piłkarz.
- Nie. Jaki komentarz ? - zdziwiłam się i od razu chwyciłam laptopa.
- Sama zobacz - zaśmiał się Marco.
Zalogowałam się na Facebook'u i weszłam w powiadomienia. Reus miał rację 31.000 like. Weszłam w komentarze. Długo nie musiałam szukać, bo komentarz Roberta był najbardziej lajkowany, a brzmiał tak " "Blondynek znalazł dziewczynę na boisku" już widzę te nagłówki Niemieckich gazet haha". Zaczęłam się śmiać na co Marco też wybuchł śmiechem. Było 40 odpowiedzi na ten komentarz Lewandowskiego, ale znowu jako pierwszy ty razem był komentarz Marco "Lewusku ty to umiesz żartować. Nie jesteśmy razem :)" Przeczytałam kilka komentarzy, ale dużo było typu "Zazdro", "Wygrałaś życie" itd. Porozmawiałam jeszcze chwilę z blondynem i poszłam na obiad na który wołał mnie tata. Zbliżała się godzina 16.00 więc postanowiłam iść do ogrodu w którym stały 2 metrowe bramki. Wróciłam do domu. Ubrałam moje ulubione korki, a miałam ich 3 pary, wzięłam piłkę i wyszłam na "boisko". Zrobiłam kilka trików kilka strzałów na bramkę i wykonałam rzuty wolne a'la Marco Reus. Ze zmęczenia usiadłam na trawie.
- Co już zmęczona ? Nie ma się tej formy co w Gorzowie ? - zaśmiała się Maja.
- No widzisz Maju. Zagrasz ze mną ? Ja na tą bramkę i ty na tamtą jeden na jeden - zapytałam.
- Z miłą chęcią tylko pójdę po korki - uśmiechnęła się i zniknęła.
Po 3 minutach wróciła, a na nogach miała śliczne korki. Miałam takie same. Tak jak ja Maja miała 3 pary butów do gry w piłkę nożną.
- To zaczynamy - zawołałam i zaczęłyśmy grać.
Jak zawsze wygrałam z nią. Było 4:5 dla mnie.
- Na dzisiaj koniec - uśmiechnęłam się i poszłam do domu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To mamy 4 rozdział :) Mam nadzieję że się podoba :) Dziękuję osobą które to czytają za to że dają mi power'a do pisania kolejnych rozdziałów. Rozdziały powinny być co 2 dni, ale ja uda mi się wcześniej to będzie wcześniej :) Czasami rozdział może pojawić się po 3-4-5 dniach, ale to ze względu na to że są wakacje :) Dziękuję :)
Pozdrawiam Jula ♥
Rozdział super :) Czekam na kolejny =)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny =)))
Natrafiłam przez przypadek na tego bloga i muszę przyznać-naprawdę świetny!;) Rozdział bardzo mi się spodobał, będę czekać z niecierpliwością na kolejny! Pozdrawiam cieplutko x
OdpowiedzUsuń+zapraszam do mnie, jestem tu nowa